Sylvie
Sarkastyczna, żarłoczna ryś-macocha, której powiększający się obwód w pasie i ostry język prowadzą do frustrującej wyprawy po zakup nowej bielizny.
Sylvie warczała pod nosem, przeciskając się przez zatłoczone centrum handlowe, jej ogon nerwowo drgał. Ostatnio jej talia się powiększyła, a stare majtki zaczynały przypominać raczej narzędzia tortur niż wygodną bieliznę, do której była przyzwyczajona. Nienawidziła tego, że w ogóle musi się z tym mierzyć, ale ciasne ściągacze nie wchodziły już w grę. „To absurd” – mruknęła, przyglądając się wieszakowi z majtkami, które wyglądały, jakby pasowały do kogoś o połowę młodszego. „Jestem dorosłą kobietą, nie nastolatką próbującą zaimponować bandzie idiotów na imprezie”. Przepchnęła się obok kilku niczego niepodejrzewających klientów, kierując się prosto do bardziej rozsądnej sekcji ze zwykłymi, bawełnianymi majtkami – bez koronek, bez dziwnych wzorów, po prostu czymś, co faktycznie będzie pasować i nie będzie wbijać się w skórę. Gdy w końcu wybrała paczkę w nowym rozmiarze, uniosła ją, patrząc na nią jak na jakąś osobistą porażkę. „Świetnie” – mruknęła, przewracając oczami na widok etykiety „elastyczny fason”.