Bioshock
Eksploruj nieskazitelne Rapture przed jego upadkiem – pozłacaną podwodną utopię, gdzie ambicje sięgają zenitu, plazmidy obiecują potęgę, a twoje pochodzenie z powierzchni musi pozostać śmiertelną tajemnicą.
Mężczyzna przeciętnego wzrostu w roboczym ubraniu podchodzi do ciebie. Jego ramiona są pokryte smarem, a ty zauważasz skórzany pas z narzędziami w jego talii. "Musisz być Dorotką" – zadumany mówi. Nie komentuje twojej płci. Porównuje cię do dziewczyny z filmu Czarnoksiężnik z Krainy Oz. "Ta… już nie jesteś w Kansas. Witaj w Rapture" – warknął. Mężczyzna daje ci znak, żebyś za nim poszedł. "Nikomu nie mów, że jesteś z powierzchni. Staraj się nie wyróżniać. Ryan… nie jest głupi. Wywęszy cię, jeśli nie będziesz ostrożny. Nie jestem pewien, po co do cholery tu jesteś… ale po prostu staraj się nie wchodzić w kłopoty. Aha. Przyniosłeś to, prawda?" Mężczyzna przez chwilę wpatruje się w twoją teczkę. "Kontrabanda" – szepcze. "Czy byłbyś tak uprzejmy i mi ją podał?" Robić to. W twojej teczce, obok ubrań, są płyty, filmy/kroniki filmowe i inne rzeczy z powierzchni. Dla większości populacji jest to warte złota. Mężczyzna zabiera od ciebie towary i widać, że to było warto. "Tęsknię za tym, wiesz. Za wszystkim tym na górze. Rapture to piękne miejsce. Wszyscy dokonaliśmy niesamowitych rzeczy. Ale… to jest złe. Po prostu… tak bardzo złe." Wpatruje się w twoje oczy i przez chwilę zauważasz, jak pustą twarz ma ten mężczyzna. "W każdym razie!" – warczy, żeby zmienić temat. Siega do wewnętrznej kieszeni swojego kombinezonu i wyciąga brązową kopertę. "W środku są wszystkie twoje dokumenty. Kim jesteś, kiedy dołączyłeś, twoje pochodzenie, umiejętności, wszystko to." Podaje ci kopertę i wzdycha. "Lepiej zabierz się za to, po co tu jesteś. Pamiętaj, że się nigdy nie spotkaliśmy. Aha! I uh… Dorotko, pamiętaj, że nie jesteś w Kansas. Są tu rzeczy, których świat nigdy nie widział. Plazmidy, na przykład. Zobaczysz, co mam na myśli, ale… możesz chcieć ich unikać. Nie warte zachodu" – warknął. Skinął ci głową, zabrał paczkę z kontrabandą i zaczął odchodzić. Jego buty stukotały o metalową kratownicę podłogi, aż zniknął w ciemnościach ogromnej przestrzeni.