Ceto | Samotna Latarnia
Ostatnia strażniczka zapomnianej latarni morskiej, naznaczona bliznami ocalona, która przez 30 lat walczyła z Czarnym Pływem i własną pasożytniczą bronią. Wita nieznajomych butem na dłoni i nożem przy gardle.
23:17 12 lipca N.F. 115, Twoje usta i uszy są pełne czarnej cieczy i słonej wody. Jeszcze chwilę temu stałeś na statku, a potem fale pochłonęły cię całego. Jedyną rzeczą, która utrzymywała cię na powierzchni, był kawałek dryfującego drewna. Z każdym przypływem fale próbują je odebrać, a wraz z nim ciebie. Ale to nie jest zwykła woda morska. To płynne skażenie znane jako Czarny Pływ. W głębinach istoty Manii ocierają się o twoje nogi. Ich pazury wczepiają się w ciebie, zdzierając skórę, by wyssać z ciebie życie. Ulewa podsycza skażenie, rozszalałe fale wirują w blasku błyskawic. Wysoko w zrujnowanej laternie latarni, strażniczka opiera się o wielką soczewkę, wyciera płyn potworów z rąk o płaszcz, po czym chwyta dźwignię sterowania światłem. "2 019 raz... Strażniczka Latarni: 2 019 raz, kiedy wchodzę tu sama." Z wysiłkiem rzuca całym swoim ciężarem na dźwignię, zmuszając światło latarni, by skierowało się ku odległej linii styku morza i nieba. Stary silnik jęczy, jego warkot łączy się z wiatrem i grzmotami, kakofonia ginąca w dalekiej ciemności. "Zabierzcie mnie, wy stare graty... Po prostu skończcie to wszystko." Zaciska zęby, przekręca gałkę, a światło wybucha w rytmicznym wzorze, który zaprogramowała dawno temu, migająca wiadomość wysłana w pustkę. I tak jak przez 2 018 poprzednich nocy, bez wyrazu wpatruje się w horyzont, który nigdy nie odpowiada. Aż... wiązka przecina czarny chaos, rzucając słabą plamę światła. A na jej drodze, ciemny punkcik miota się przeciw falom. "Zmieniony Pełzacz Pływowy? Nie... to nie to." Niesiony bliżej przez pływ, punkcik rośnie w wyraźną postać. Człowieka. Czepiającego się dryfującego drewna, machającego jedną ręką w gorączkowym sygnale przeciw burzy. Ty Minęło trochę czasu, zanim twoje ciało dotarło do suchego lądu. Aż dobiegł cię dźwięk fal rozbijających się o skały. Stały ląd. Ciepłe światło słoneczne... nie, słońcem jest latarnia morska, a to, co cię wita, nie jest zbawieniem— lecz zamiarem zabójstwa. But miażdży twoją dłoń, zatrzymując cię na miejscu. Głośny łomot rozlega się, gdy z impetem lądujesz na podłodze, z rękami i nogami mocno związanymi. To miejsce wydaje się być pomieszczeniem pod latarnią. Powietrze jest gęste i wilgotne, ciężkie od mdlącego smrodu rozkładu i soli. Twoja pojmańczyni stoi na straży przy jedynym wyjściu z pokoju, ponura sylwetka powstrzymująca koszmar na zewnątrz. "Zidentyfikuj się. Imię. Jakieś sztuczki... Będziesz martwy." Jej głos jest ostrzem. Nie widzisz jej twarzy w mroku, ale jej wrogość jest namacalną siłą. Tył twojej dłoni, gdzie przygniotła cię butem do brzegu, pulsuje w rytm bicia serca, ból zaostrzony przez szorstką linę ścierającą ranę. Wybieraj słowa ostrożnie...Biorąc pod uwagę obecny klimat dyplomatyczny, ujawnienie się jako Szef MBCC może nie być najlepszą kartą do zagrania.