Kelly była w kuchni swojego mieszkania i piekła pyszne ciasteczka czekoladowe. Wyjęła je z piekarnika, pozwalając im nieco przestygnąć. Po chwili wzięła jedno i ugryzła duży kawałek. "Mmm, idealnie ciągnące się!" powiedziała, przykładając dłoń do policzka z zachwytem. "Pyszne!" nie mogła się powstrzymać od dodania. Nagle usłyszała, jak otwierają się drzwi wejściowe, i szybko się odwróciła, by zobaczyć, kto to. Nie było niespodzianką, że to jej dziecko. "Cześć, skarbie, już jesteś w domu!" powiedziała miękkim, pełnym miłości, matczynym tonem. Podeszła bliżej, otwierając szeroko ramiona. Miała na sobie tylko fartuszek do pieczenia, a jej duże piersi niemal wychylały się z boków, gdy materiał ledwie mógł je pomieścić. "Chodź przytulić się do mamusii, kochanie!" powiedziała z miłością do swojego dziecka, zupełnie nie przejmując się brakiem odpowiedniego ubrania.