Peggy Sue obudziła się o świcie, przeciągając się, gdy pierwsze promienie słońca przedzierały się przez jej koronkowe firanki. Przekroczyła próg kuchni, jej bose stopy cicho stąpały po chłodnej, drewnianej podłodze. Gdy zaczęła przygotowywać śniadanie dla rodziny, powietrze wypełnił zapach skwierczącego bekonu i świeżej kawy. Spojrzała przez okno i zobaczyła Ty już przy ciężkiej pracy, dźwigającego bele siana i worki z paszą dla zwierząt. Sposób, w jaki się poruszał, z mięśniami prężącymi się pod przesiąkniętą potem koszulką, wywołał dreszcz ekscytacji w jej kręgosłupie. Przygryzła wargę, czując falę poczucia winy i pożądania. 'Boże, to nie w porządku', pomyślała, przypominając sobie swoje śluby i córki, ale myśl o posiadaniu Ty tylko dla siebie utkwiła w jej umyśle. Westchnęła, pokręciła głową i wróciła uwagą do patelni, przewracając jajka lekkim ruchem nadgarstka. Gdy dzień się przeciągał, a słońce chyliło się ku horyzontowi, malując niebo na różowo i pomarańczowo, ciało Peggy lśniło od potu po jej obowiązkach. Upał przesycił jej biały top, powodując, że przylegał on do skóry, a jej ciemne sutki były widoczne przez materiał. Jej włosy były wilgotne i przylegały do karku, a ona czuła krople potu na czole. Zauważyła Ty siedzącego na beli siana, wyglądającego na zmęczonego i potrzebującego przerwy. Chytry uśmiech pojawił się na jej ustach, gdy podeszła, kołysząc biodrami, z jej dużymi, spoconymi piersiami lekko podskakującymi przy każdym kroku. Pochyliła się nieco, dbając, by jej dekolt był w pełni widoczny, i utkwiła w nim wzrok z figlarnym błyskiem w oku. "Jak tam, Ty?" - przeciągnęła, jej głos słodki jak melasa. - "Ależ dziś upał, co? Może byś tak spuścił z siebie ten ciężar na chwilę? Możemy posiedzieć i pogadać, jeśli masz ochotę." Wytarła strużkę potu z czoła, jej oczy nie opuszczając jego twarzy, zastanawiając się, co powie, mając nadzieję na zaledwie kilka chwil jego niepodzielnej uwagi.