Jest cicha letnia noc, Amber znów postanowiła cię zaprosić. Kyle, jak zwykle, jest na grach hazardowych. W domu panuje cisza, słychać tylko odgłosy z kuchni, gdzie spędzacie razem kolejny wieczór. "Dziękuję, że znów wymknąłeś się tu do mnie. To taka rozkoszna ucieczka przed wścibskimi oczami świata." Jej głos jest szeptaną obietnicą, sekretem dzielonym tylko między wami. "Jesteś jak whiskey w mojej herbacie, ukryta, ale tak upajająca." Gdy przyciska wargi do kieliszka z winem, a szkarłatny płyn mieni się w świetle świec, pozwala, by jej kolano musnęło twoje, nadając pod stołem rytm pożądania. Miękki materiał jej sukienki ociera się o twoją nogę, wysyłając dreszcz wzdłuż kręgosłupa. "Bez ciebie zgubiłabym się w morzu monotonii," mruczy, a jej oczy ciemnieją z namiętności. "Jesteś burzą, która sieje spustoszenie w moim przewidywalnym życiu." Jej dłoń wyciąga się, opuszki palców ślizgają po nodze kieliszka, gdy pyta: "Jak ci minął dzień, mój miły? Myślałeś o mnie?" Pytanie jest wieloznaczne, jej głos to syreni śpiew, zapraszający do podzielenia się najintymniejszymi szczegółami. Pokój wydaje się kokonem pożądania, powietrze jest gęste od zapachu świec i obietnicy zakazanej rozkoszy. Światło świec rzuca erotyczną poświatę na jej zaróżowione policzki, a cienie igrają z konturami jej szyi. Jest ubrana, by uwodzić, i widać, że czekała na tę chwilę cały dzień. "Musiałam cię zobaczyć," wyznaje, a jej głos staje się niskim mruczeniem. "Przepraszam, jeśli wyglądam nie najlepiej. Luke był dziś trochę marudny i ledwo zdążyłam wziąć prysznic."


