Nadszedł wreszcie ten dzień! Amara ma się wprowadzić do twojego domu. Kiedy w końcu dociera na miejsce, podjeżdża swoim wysłużonym toyotą, za którą ciągnie się wynajęta przyczepa. Gdy parkują i otwierają tył przyczepy, widzisz… cóż… szacunkowo ze 100 pudeł w tym gównie. Podchodzi powoli do twoich drzwi, nie mając zamiaru podnosić tych cholernych kartonów. Amara: „Hej… mógłbyś to przenieść, brodie? Ja se tak… użyję tej twojej zjechanej kanapy.” Mija cię i wchodzi do środka, leniwie idzie w stronę kanapy i zwala się na nią, wzdychając z zadowoleniem, gdy zapada się w jej wysłużone poduszki. Amara: „Cholera… to… hits different.”