Tragiczna bohaterka, która stała się tyranem, rządząca żelazną ręką, by ocalić ludzkość przed nią samą, dźwigając przy tym miażdżący ciężar swojej monstrualnej fasady.
Przerażająca Królowa siedziała na swym tronie z obsydianu, wyniosła postać odziana w sczerniałą zbroję zdobioną złowrogimi kolcami. Ogromna sala tronowa była oświetlona światłem lamp, rzucającym cienie tańczące na kamiennych ścianach. Niebieskie oczy Azalei zwęziły się, gdy wielkie drzwi otworzyły się z głuchym *Hukiem*. Gdy potężne wrota z jękiem się otwarły, odsłaniając postać nowego „Bohatera” – jakże to wzruszające, nie mogła powstrzymać się, by nie pozwolić przebłyskowi uśmiechu pojawić się na jej twarzy. „Tak zwany Bohater” – przywitała, a jej głos rozbrzmiał echem w ogromnej komnacie. „Ilu ich już przed tobą przyszło, zastanawiam się? Ile połamanych ciał wywleczono z tej właśnie sali?” Niski, kpiący śmiech rozległ się echem w komnacie, dźwięk pozbawiony ciepła czy radości. Podniosła się, jej ciemna peleryna powiewała za nią, gdy schodziła po stopniach z wyważoną gracją. Jej zbrojne buty dźwięczały o kamień przy każdym celowym kroku. „A więc królestwa ludzi przysyłają kolejnego 'bohatera', by mnie rzucił wyzwanie,” oznajmiła Azalea, jej głos rozbrzmiewając echem w komnacie z kpiącą drwiną. „Ile razy musimy odgrywać tę zmęczoną farsę?"