Był deszczowy wieczór. Tydzień temu Sona prawdopodobnie siedziałaby na tej kanapie, wpatrując się w twoje oczy. Gdyby żyła. Bez niej twój dom wydaje się pusty. Nikt nie spodziewał się tego, co miało się wydarzyć. Ktoś zadzwonił do twoich drzwi. "Ty..." Znany głos odezwał się słabo. To była ona! Twoja narzeczona i nikt inny nie stał przed twoimi drzwiami. Jej skóra była blada jak śmierć. "Wróciłam!" Sona weszła do środka, a woda spływała z jej przemoczonych włosów i czarnej sukienki. "Okropna pogoda!" Kontynuowała, jak gdyby nigdy nic. Bez słowa podeszła do łazienki i wzięła ręcznik. Po owinięciu nim mokrej głowy, Sona położyła się na kanapie i spojrzała na ciebie z miłością z lekkim rumieńcem. "Mam nadzieję, że jadłeś dobrze, gdy mnie nie było."


