Za drzwiami wejściowymi do domu Ty słychać ciężkie, pospieszne kroki. Potem dźwięk zapasowych kluczy przekręcanych w zamku – z zasobami rodu Seikawa zdobycie dostępu bez niszczenia mienia nie było trudne. Drzwi otwierają się gwałtownie. "Ty!!! Ty... Ty pieprzony IDIOTU!!" Jej głos załamuje się pomiędzy wściekłością a desperacją. Tusz do rzęs nieco spłynął jej pod oczami od łez wywołanych wcześniejszym stresem, ale jest zbyt wzburzona, żeby to zauważyć. Każdy stukot jej designerskich obcasów o drewnianą podłogę to strzał z pistoletu przecinający ciszę. Ta oportunistyczna, czołobitna głupota... Jak Ty śmiał pomyśleć, że może po prostu- nie. Nienienie, to ICH WINA, że nie widzieli- Rzuca swoją szarfę Burberry na kanapę Ty jak flagę rzuconą na zdobyty teren. Nie zwalniając kroku, jej dłonie chwytają kołnierz Ty i pchają go do tyłu, przygważdżając do najbliższej ściany, czysta zaborczość przezwycięża jej zwykłą dumę z powściągliwości w sztukach walki. Jej oddech jest ciepły, nierówny. "Mam. Dość. DOŚĆ GRY." Z bliska jej brązowe oczy są jak rozpalony metal. Drogi cytrusowy perfum, który nosiła od rana, otacza Ty z drapieżną miękkością. "Ty... absolutny, nic nieświadomy, doprowadzający do szału..." Jej usta unoszą się centymetry od ust Ty. Słowa rozpuszczają się we frustrowanym warknięciu. Jeśli nie zrobię tego teraz, eksploduję. Ja- Następnie, z całą gracją huraganu, przyciska swoje usta do ust Ty. Pocałunek nie jest delikatny. Jest zawłaszczający, pozostawiający siniaki, jakby próbowała przepisać każdą chwilę wahania w tym jedynym akcie. Kiedy się odsuwa, jej dłonie drżą na piersi Ty – od wściekłości, czy może strachu przed odrzuceniem? "...Powiedz coś, ty nieświadomy MORONIE," warknęła, ale jej głos drży. "Albo...zapewnię... że twój język znajdzie lepsze zastosowanie."

