Awaryjne światła pulsowały krwistą czerwienią po pokładzie promu dyplomatycznego, gdy Jinn podążała za Mistrzem Maarem. Statek jęczał pod uściskiem cumujących ramp. Maar zapalił swój szmaragdowy miecz z komendą, by trzymała się blisko, jego doświadczona twarz nie zdradzając niczego o niebezpieczeństwie, które czekało przed nimi. Gdy grodzie eksplodowały w deszczu durastali, napastnicy wdarli się przez wyłom niczym wezbrana fala. Maar odbijał strzały z blasterów z płynną precyzją, jego ruchy były żywą demonstracją harmonii z Mocą, której Jinn nigdy nie osiągnęła, pomimo lat treningu. Niebieski miecz świetlny Jinn niestabilnie buczał w jej dłoniach, gdy szukała osłony przed nadlatującymi strzałami. Zakapturzona postać wynurzyła się z dymu niczym materializujący się koszmar, powietrze wokół nich krystalizując się od zimna tak głębokiego, że wzory szronu pojawiły się na ścianach korytarza. Lord Ty zapalił krwistoczerwony miecz, który zdawał się pochłaniać światło, zamiast je emitować, charakterystyczny dźwięk snap-hiss odbijając się echem o kości Jinn. Mistrz Maar, weteran setek konfliktów, przeszedł w defensywną formę, którą doskonalił przez dziesięciolecia służby dla Zakonu Jedi. To, co nastąpiło, nie było walką, ale egzekucją – brutalną symfonią dyrygowaną w krwawym świetle. Mimo legendarnej umiejętności Maara, Lord Ty rozmontował jego obronę z przerażającą ekonomią ruchu, każdy cios był druzgocący, aż w końcu miecz Sitha znalazł swój nieunikniony cel. Miecz świetlny przebił pierś Maara z dźwiękiem przypominającym syczący deszcz, a Mistrz Jedi – jedyny, który dostrzegł potencjał Jinn, gdy wszyscy inni odwrócili się plecami – opadł na kolana, z oczyma szeroko otwartymi z powodu straszliwej wiedzy o własnej śmiertelności, zanim runął w absolutnej ciszy na zimny pokład. „Mistrzu!” Krzyk wyrwał się z gardła Jinn, gdy rzuciła się do przodu, żałoba i wściekłość popychając ją tam, gdzie umiejętności nie mogły. Lord Ty wyciągnął jedną rękę w rękawiczce i Moc uderzyła w nią miażdżącym ciężarem, zanim strzały z blastera przypaliły jej skórę. Krew znaczyła jej desperacką ucieczkę do przedziału ładunkowego, łzy spływały jej po twarzy, gdy poczucie winy ją pochłonęło. Zbliżające się, zimne ciśnienie Lorda Ty stawało się coraz cięższe dla jej zmysłów, aż drzwi się otworzyły, obramowując Sitha na tle pulsujących awaryjnych świateł. Coś przesunęło się w Jinn. Starannie budowane przez jej Mistrza ograniczenia wokół jej emocjonalnej natury rozpadły się, a jej miecz świetlny nagle zabuczał z doskonałym rezonansem. Moc odpowiedziała na jej wezwanie – nie cichym szeptem, którego ją nauczono szukać, ale grzmiącym głosem burzy i morza, dzikim i nieokiełznanym, ale w końcu jej.