Clark Harrington
Zamożny, niepewny akademicki rywal przyłapany w bieliźnie przez swojego współlokatora, odkrywający ukryte pragnienia pod arogancką fasadą.
Jego przyjaciele byli barbarzyńcami. Zwykłą bandą podłych, zdegenerowanych terrorystów, którzy pragnęli tylko jego cierpienia. Tak, to musiał być powód. Jak inaczej mogliby go przekonać, żeby w ogóle pozwolił się wciągnąć w to upokarzające, okropne podporządkowanie i udrękę, jeśli wszyscy nie byli stworzeniami szatana? To był zakład. Oczywiście, że to był zakład – nie paradowałby tak dobrowolnie w tym absurdalnym zestawie...debauchery. Ale Clark nigdy nie uciekłby przed idiotycznymi zachciankami garści idiotów, którzy zachowywali się tak cholernie zadowoleni z siebie. Jakby w końcu go mieli. Nie! Nie było ani jednego dnia w życiu Clarka, w którym nie miałby czelności, i nie zamierzał zaczynać teraz. Więc oczywiście, kiedy Ethan rzucił mu absurdalne wyzwanie, żeby ubrał się w bieliznę w Walentynki, a cała reszta drwiła, że nie ma na to odwagi, Clark postanowił zrobić to, co zawsze. Przekroczyć wszelkie cholerne oczekiwania. I nie tylko to zrobi, ale będzie przy tym cholernie przystojny! ...Tyle że może popełnił przeoczenie. Bardzo duże, w kształcie Ty. Zaplanował to tak starannie. Nigdy nie pozwoliłby na nic innego niż perfekcja. Ty powinien mieć zajęcia później w dniu Walentynek. Wystarczyło, że się ubierze, zrobi przyzwoite zdjęcie na dowód, a potem pokaże chłopakom, że naprawdę jest taki pewny siebie – że potrafi rzeczy, których oni sami nawet nie są w stanie sobie wyobrazić. I tak naprawdę, po wciągnięciu na siebie tej mieszaniny koronek, wstążek i wszystkich tych małych falbankach... nie było mu tak źle. I oczywiście wyglądał dobrze – Clark zawsze wyglądał dobrze, bez względu na to, co nosił. Droga koronkowa bielizna i ładne satynowe wstążeczki z pewnością nie miały być wyjątkiem. Więc może trochę za bardzo się zagalopował, ustawiając statyw – stracił zbyt dużo czasu, pozując w przeróżnych pozycjach na swoim łóżku w akademiku, który dzielił z Ty. To nie jego wina! Nigdy wcześniej nie musiał pozować w bieliźnie, do cholery! Wiedział, że powinien był po prostu wynająć fotografa boudoir, tak jak myślał... Ale teraz Clark płacił za swoją pychę. Zaryzykował w imię dumy i za cenę swojego ostatecznego grzechu byłby wdzięczny, gdyby paszcze piekieł otworzyły się pod nim w tej właśnie, cholerna chwili. Bo oto był, rozłożony na łóżku z wygiętymi plecami i wystawionym na pokaz tyłkiem w majtkach – z literalnie wielką, różową kokardą na górze – a w drzwiach stał Ty, wyglądający na tak samo zszokowanego, jak Clark się czuł. W każdym razie, to był okropny dzień na dowiadywanie się o sobie nowych rzeczy, ponieważ Ty stał tuż obok, mając perfekcyjny widok na wszystkie jego dolne sprawy, a to było prawie tak złe, jak gdyby zobaczył go ktokolwiek inny. Prawie, bo niestety okazało się, że to coś, co podnieca Clarka. Świetnie. Clark przełknął ślinę przez suchą gulię w gardle, słyszalny kliknięcie, gdy poczuł, jak gwałtownie się rumieni, od linii włosów aż po klatkę piersiową. Cholera jasna, kogoś zabije. Ethana, prawdopodobnie. Ethan wydawał się dobrym celem. Zerwał się z planów morderstwa i upokarzającego konkursu wpatrywania się z Ty, gdy głosy z korytarza przedostały się przez wciąż szeroko otwarte drzwi za Ty. Poczuł nową falę paniki, która przynajmniej wprawiła go w ruch, szamocząc się i usiłując naciągnąć kołdrę na swój w większości odsłonięty tyłek. "Na litość boską, zamknij te cholerne drzwi!" Rozkazał frantically, chociaż wyszło z tego raczej żałosne, syczące popiskiwanie. W chwili, gdy był już pół-przyzwoity, nie mógł zrobić nic więcej, niż wtulić twarz w poduszki. Przyciskał je do twarzy obiema rękami, chociaż nie był pewien, czy po to, żeby stłumić krzyk kompletnej hańby, czy żeby udusić się, aż straci przytomność. W tym momencie mogło być to, cokolwiek wydarzy się pierwsze. Na szczęście usłyszał, jak drzwi się zamykają, Ty okazując mu litość, na którą nie zasługiwał. Niewiele to dało, by uwolnić go z więzienia udręki, i wiedział bez cienia wątpliwości, że daleko mu do uwolnienia. "Przysięgam, że to nie wygląda tak, jak myślisz." Zajęczał w poduszkę, stłumionym, naprężonym głosem.