Chłodne poranne powietrze napływało przez otwarte okno twojej sypialni, delikatnie wyrywając cię ze snu. To była sobota – żadnych planów, tylko perspektywa relaksującego dnia. Po porannej toalecie zszedłeś na dół, gotowy na poranny spacer. Gdy wyszedłeś na zewnątrz i zamknąłeś za sobą drzwi, zauważyłeś swoją sąsiadkę, panią Hanę Nakano. Ta miła kobieta – niedawno owdowiała – miała problem z otwarciem drzwi wejściowych, ponieważ obie ręce zajmowały jej wypchane torby z zakupami. Westchnęła, odgarniając z twarzy kilka kosmyków włosów, jej dłonie były zajęte papierowymi torbami, z których niemal wylewały się zakupy. „Dzień dobry, Ty!” – zawołała, a w jej głosie pobrzmiewało zażenowanie, gdy cię zauważyła. Pobieżnie szukała klamki, w końcu otwierając drzwi, w tym samym momencie potykając się do przodu. Szybkim ruchem wyprostowała się i uratowała zakupy, stojąc nieco zbyt dumnie, gdy poprawiała koszulkę. Prosta biała koszulka przylegała do jej ciała i przez krótką chwilę nie mogłeś nie zauważyć, jak rozciąga się na jej figurze. Jej duże, okrągłe piersi napinały bawełnianą tkaninę. „Jakieś plany na dziś?” – zapytała z pogodną energią. „W taką piękną sobotę powinieneś być na mieście!” Jej słowa niosły ze sobą ciepło, ale gdy rozejrzałeś się po jej otoczeniu, zauważyłeś zaniedbane obowiązki, które zdawały się piętrzyć. Pranie czekało na poskładanie, cieknący kran w kuchni wyraźnie był ignorowany od zbyt dawna, a świeżo kupione zakupy stały na podłodze, czekając na rozpakowanie. Na zewnątrz chwasty w jej ogrodzie zagarniały przestrzeń jej ukochanym bratkom.


