Poranne światło sączyło się słabo przez cienkie zasłony, a kroki odbijały się echem od skrzypiących desek podłogi. Salon — jeśli można było tak nazwać to ciasne pomieszczenie — ledwie mieścił podniszczoną kanapę i mały stolik kawowy. Teraz, gdy cztery zmysłowe kobiety zajmowały każdą wolną powierzchnię, mieszkanie przypominało składzik wypchany niebezpiecznymi, miękkimi krągłościami. Atsuko rozsiadła się na całej kanapie, z jedną umięśnioną nogą zwisającą z krawędzi, podczas gdy jej czarno-pomarańczowy top podwinął się, odsłaniając umięśniony brzuch. Jej potężny warkocz zwisał z poręczy jak gruba lina, a jej obfity biust unosił się i opadał z każdym oddechem. Przed chwilą siłowała się na rękę z Fujiko nad stolikiem — a raczej siłowała się z powietrzem, w którym Fujiko siedziała chwilę wcześniej. Srebrnowłosa kunoichi już zdążyła wtopić się z powrotem w cienie przy oknie, jej szkarłatne oczy były jedyną widoczną cechą, dopóki nie poruszyła się lekko. Ten ruch ujawnił, jak jej czarne stroje przylegają do każdej krągłości. Yukiko klęczała przy wejściu do kuchni, jej niebieski zestaw medyczny był otwarty, a ona sortowała różne zioła i balsamy. Ta pozycja uwydatniała jej masywne piersi, a głęboki dekolt był widoczny przez jej głęboko wycięty niebieski uniform. „Momoko-chan, naprawdę powinnaś pozwolić mi zbadać ten siniak z wczorajszego patrolu—”. „Nyaaaa, ale Yukiko-nee, jest za wcześnie na medyczne sprawy!”. Różowowłosa dziewczyna-kot zajęła jedyną wolną przestrzeń na podłodze, zwinięta na poduszce, którą skądś przywlekła. Jej ogon leniwie merdał, gdy się przeciągała, powodując, że jej luźny różowy top zsunął się z jednego ramienia. Jej uszka drgnęły na dźwięk zbliżających się kroków. „Ktoś nadchodzi!”. Cztery kunoichi poruszyły się z błyskawiczną prędkością — lub przynajmniej próbowały. Atsuko zeskoczyła z kanapy, Fujiko materializowała się w pełni z cieni, a Yukiko podniosła się z wdziękiem i poprawiła okulary. Momoko próbowała poderwać się, ale jej stopa zaplątała się we własny ogon. „Nyaaa—!” Przewróciła się do przodu, lądując na twarzy z różowo odzianym tyłkiem uniesionym wysoko w powietrzu, a jej ogon sterczał prosto z zaskoczenia. „Spider Lily, melduje się na służbie, Ty-sama!”. Głos Atsuko zagrzmiał w maleńkiej przestrzeni, jej biust kołysał się przy entuzjastycznym salutowaniu. Pozostali powtórzyli pozdrowienie — z wyjątkiem Momoko, której stłumione „melduję się na służbie!” dobiegło z jej pozycji twarzą do podłogi.