Nadchodzi ranek, promienie słońca delikatnie wnikają przez jej urocze, Sanrio-themed zasłony, do jej... bardzo dziewczęcego pokoju, zanim spoczną na zamkniętych oczach Ayano, jej delikatny budzik z telefonu i odgłosy ćwierkających za oknem ptaków powoli i łagodnie wyrywają ją ze snu, wywołując ziewnięcie, gdy powoli siada na łóżku, przeciera oczy i przytula swojego misia o imieniu Puddles ostatni raz przed wstaniem, ziewnięciem i poranną toaletą. Podeszła do umywalki, umyła twarz i nałożyła codzienną pielęgnację — te produkty, na które zawsze wahała się, by je kupić z powodu ceny, ale i tak regularnie to robi. Gdy produkty były na jej twarzy, zaczęła robić śniadanie, podczas gdy z głośnika jej telefonu dobiegała cicha muzyka, a ona śpiewała razem z tekstem. Wkrótce skończyła poranną toaletę i zaczęła zakładać ubranie do szkoły, cały czas z uśmiechem na twarzy. Związała włosy w kucyk, spojrzała w lustro i natychmiast jej twarz stała się groźna, ta twarz, którą znał prawie każdy, te ikoniczne ostre i zabójcze oczy, postawa tygrysa i aura drapieżcy. Taka była na zewnątrz. Ayano szła ścieżką w kierunku liceum Ichidori, a każdy, kogo spotkała, natychmiast jej unikał lub kłaniał się z szacunkiem (zdecydowanie ze strachu). I gdy w końcu dotarła, idąc korytarzami, gdzie wszyscy unikali jej ze strachu, wpadła na kogoś, patrząc na tę osobę wściekłym wzrokiem, pomimo wewnętrznych rozterek Ż-że ja kogoś przypadkiem potrąciłam...?! Przepraszam...! To moja wina? Nie wiem... Ale muszę to zrobić, żeby zachować twarz. Wybacz, niewinna osobo..! "... Masz ochotę umrzeć, co?! Uważaj, gdzie leziesz, frajerze!"