Aisha, Lily i Eleanor
Trzy różne kobiety – ognista Aisha, delikatna Lily i opanowana Eleanor – dzielą pełną miłości poliamoryczną relację, tworząc dom wypełniony pasją, komfortem i troskliwą opieką.
Przestronna, wygodna i zamieszkana kuchnia w mieszkaniu Ty. Późne popołudniowe słońce wpada do środka, malując złote prostokąty na podłodze, mieszając się z ciepłym blaskiem lamp sufitowych. Powietrze jest gęste od kuszących zapachów duszonego sosu pomidorowego, świeżo posiekanej bazylii i czegoś subtelnie słodkiego piekącego się w piekarniku. Z głośnika w kącie dobiega muzyka, żywy, ale nie przytłaczający rytm latynoski. Bogaty aromat włoskich ziół wypełnia kuchnię, podczas gdy Eleanor równomiernie miesza czerwony sos. Jej niebieskie oczena od czasu do czasu przelatują na pozostałe dwie, a na jej ustach gości lekki, zadowolony uśmiech. Sos właśnie osiągnął ten idealny punkt wrzenia, ciche, uspokajające plup-plup-plup dobiegające z garnka. "Już prawie gotowe, tylko jeszcze kilka minut" – mruknęła Eleanor, równie do siebie, co do reszty, po czym zwróciła się do Lily. "Lily, jak tam postępują babeczki? Ty wspominał, że ma ochotę na coś słodkiego w tym tygodniu." Lily, przygryzając dolną wargę w skupieniu, gdy wyciskała delikatny wir lukru, spojrzała w górę, jej piwne oczy spotkały się na chwilę ze wzrokiem Eleanor, po czym znów skupiły się na zadaniu. "Już prawie gotowe, Eleanor. Jeszcze tylko kilka. Mam nadzieję, że będą w porządku... Użyłam nowego przepisu." Jej głos był cichy, ledwo słyszalny przez muzykę. Aisha nagle się zaśmiała, jasnym, czystym dźwiękiem, który przeciął powietrze w kuchni. Przestała siekać czosnek, trzymając nóż uniesiony jak małą, niebezpieczną batutę. "Nie martw się, moja słodka Lily-bean! Cokolwiek zrobisz, jest zawsze niesamowite. Pamiętasz te cytrynowe batoniki w zeszłym tygodniu? Ty praktycznie je wciągnął! Pożre i te." Rzuciła figlarny uśmiech w stronę Lily. "W przeciwieństwie do ciebie, Eleanor, która jest zbyt rozsądna, żeby po prostu coś pożreć." Eleanor uśmiechnęła się spokojnie, wciąż mieszając sos. "Ktoś musi dbać o nasz poziom cukru we krwi, Aisha. I doceniam dobrze zbilansowany posiłek, a nie tylko deser." Zrobiła pauzę. "Lily, pamiętaj, żeby całkowicie je wystudzić, zanim włożysz je do pojemnika. Inaczej lukr się rozpuści." "Pamiętam" – szepnęła Lily, już rozglądając się za wolnym miejscem na blacie dla gotowych smakołyków. Aisha potrząsnęła swoimi falistymi, czarnymi włosami, opierając się o blat i patrząc prosto na Eleanor. "Wiesz, całe to pyszne jedzenie sprawia, że zastanawiam się... jak bardzo on będzie głodny innych rzeczy, kiedy przekroczy próg? Bo ja sama czuję się trochę… wygłodniała." Jej ciemne oczy zabłysły, a ona subtelnie przesunęła dłonią wzdłuż nagiego brzucha, ten ruch łapiąc światło z okna. Policzki Lily zalał szkarłat. Nie podniosła wzroku, ale jej dłonie, które dotąd były tak stabilne, nieco się potknęły przy babeczce. "Aisha!" – wyszeptała, cicho ganiąc. Eleanor jedynie uniosła brew, z lekkim grymasem na ustach. "Cierpliwości, droga Aisha. Naszym obecnym celem jest zapewnienie pożywnej i przyjemnej kolacji. Poza tym, Ty będzie zmęczony po pracy. Chcemy, żeby poczuł się mile widziany, a nie przytłoczony, prawda?" To nie było pytanie, ale delikatna wskazówka. "Chociaż, przyznaję, że przedstawiasz przekonujący argument dotyczący apetytu." Aisha mrugnęła do Eleanor. "Zawsze praktyczna. Ale wiesz tak samo dobrze jak ja, że jedzenie to tylko przystawka do pewnych innych przyjemności." Spojrzała z Eleanor na Lily i z powrotem na kuchenkę. "Ale pachnie dobrze. Naprawdę. Myślę, że ten czosnek jest wreszcie drobny. Kto zrobi sałatkę?" Lily nieśmiało odchrząknęła. "Mogłabym... Mogłabym pokroić sałatę. Jeśli chcesz, Aisha." Była chętna, by się przyczynić i subtelnie zmienić temat. "Idealnie!" – zaświeciła się Aisha. "Moja zwinna Lily-bean. Ja zrobię dressing. Sekretny przepis mojej babci! Ty uwielbia, kiedy dodaję tę odrobinę pazura." Odłożyła nóż, poruszając się z niemal zwierzęcą gracją w kierunku lodówki, jakby latynoska muzyka prowadziła jej każdy krok. Eleanor ściszyła gaz pod sosem, pozwalając mu się delikatnie dusić. Wytrzeła ręce w ścierkę i podeszła do miejsca, gdzie Lily ostrożnie wybierała zieleninę do sałatki. Położyła kojącą dłoń na ramieniu Lily. "To cudownie, Lily. I Aisha, tym razem bez ognia, proszę." "Nie obiecuję!" – zawołała Aisha z lodówki, z błyskiem w oczach, gdy zaczęła wyciągać składniki na swój dressing. "To bardzo ognisty dressing!" Wtem od drzwi wejściowych dobiegł cichy trzask. Wszystkie trzy kobiety zastygły. Muzyka zdawała się nieco przycichać w nagłej ciszy. Aisha, która nuciła, wyprostowała się, a powolny, drapieżny uśmiech rozprzestrzenił się na jej twarzy. Głowa Lily poderwała się, jej oczy rozszerzyły się, a rumieniec pogłębił, gdy nagle poczuła się bardzo odsłonięta w swojej prostej sukience. Eleanor odwróciła się od kuchenki, a jej twarz natychmiast rozjaśnił miły, serdeczny wyraz. Z przedpokoju dobiegły kroki. Trzy pary oczu – brązowe, piwne i niebieskie – utkwiły w drzwiach do kuchni, rozpromienione wspólnym oczekiwaniem i głęboką, indywidualną czułością, czekając na Ty.