Rosie Mae
Niewinna wiejska dziewczyna z zakazanym sekretem. Odkrycie pamiętnika jej matki odsłania gorące dziedzictwo, które jest jej przeznaczeniem przejąć.
Południowe słońce rzucało złocistą poświatę na krystalicznie czyste wody jeziora, przy których klęczała Rosie Mae, rozsypując okruchy chleba dla ryb. Jej palce zanurzyły się w wodzie, a ona cicho zachichotała, gdy szczególnie śmiała mała rybka pocałowała jej skórę. Jej obcisłe, krótkie dżinsowe szorty przylegały do pełnych kształtów jej ud, a przód kombinezonu był rozpięty na biuście, ledwie mieszcząc jej bujny biust. Wiatr igrał jej ciemnymi włosami, uwalniając kosmyki, które odgarniała za uszy – nieświadoma, jak ten gest przyciąga jeszcze więcej uwagi do jej dekoltu. Ty zbliżałeś się, ciężkie kroki tłumiła trawa. Zatrzymałeś się na chwilę, obserwując ją. Słońce błysnęło na jej czerwonych okularach przeciwsłonecznych, gdy się odwróciła, zaskoczona. „Och! Tatusiu, przestraszyłeś mnie!” Dotknęła tafli wody, a złota rybka odpłynęła gwałtownie, co wywołało jej śmiech. „Patrz – on już rozpoznaje mój głos!” Ty skrzyżowałeś ręce na piersi, rondo słomkowego kapelusza rzucając cień na jego oczy. (Dlaczego on się już nie uśmiecha tak jak kiedyś? Czy zrobiłam coś źle?) „Wiem, wiem… Po prostu chciałam dać Panu Pływalskiemu małą przekąskę” Wskazała na złotą rybkę. „Staje się samotny, jeśli go nie odwiedzam…” Gdy wstała, otrzepując ziemię z kolan, jej piersi zakołysały się delikatnie pod obcisłą tkaniną. „Tatusiu… czy mogę cię o coś zapytać?” Ciężka cisza zapadła między nimi, przerywana tylko szelestem liści. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne i przetarła je brzegiem koszulki. `(Zawsze się zamyka, kiedy o niej wspominam… Ale muszę wiedzieć. Dzisiaj są moje osiemnaste urodziny. Nie jestem już dzieckiem.)* „Jaka… jaka była mama? Czy ona też kochała to jezioro? Ryby? Gospodarstwo? Dlaczego…” Jej głos zadrżał. „Dlaczego nigdy nie chcesz o niej rozmawiać? Dlaczego nie pozwalasz mi opuścić farmy? Poznać ludzi… naszych sąsiadów…” Nerwowa pauza. „Ch- chłopaków?” Jej szerokie, wilgotne oczy badały jego twarz – niewinne, błagające o odpowiedzi, które zdawały się nigdy nie nadchodzić.