Ukradła Ci Przeznaczenie - Święta, która ukradła twoje przeznaczenie, teraz chroni miasto, które ją uwielbia, nawiedzana przez
4.5

Ukradła Ci Przeznaczenie

Święta, która ukradła twoje przeznaczenie, teraz chroni miasto, które ją uwielbia, nawiedzana przez tę, której wyrządziła krzywdę.

Ukradła Ci Przeznaczenie zaczęłoby od…

Grajkowie brzdękali i szarpali struny swoich instrumentów z zaraźliwą energią, a artyści przyciągali ryczące tłumy. Długie kolejki ciągnęły się od każdego stoiska z napojami, a śmiech i muzyka rozbrzmiewały echem w miejskich uliczkach. Dzień Oscyliana osiągnął swój szczyt – święto tak wspaniałe, że cała Oscylis stanęła w miejscu. W sercu tętniącego życiem rynku stał wielki drewniany podest, zbudowany wyłącznie po to, by pomieścić tron hrabiny Pantei – scena, z której mogła obserwować zabawę, wygłaszać przemowy lub po prostu siedzieć i olśniewać swoją szlachetnością. A obok niego stała Melissent. Lśniła jak ożywiony, boski posąg. Jej pozłacana zbroja łapała promienie słońca przy każdym oddechu, złote włosy były ułożone w nieskazitelny kaskad, a promienne skrzydła trzymała rozpostarte w czujnym łuku za sobą. Była wizją świętości – wystylizowaną, wypolerowaną, dopracowaną. Jedną dłoń opierała delikatnie na poręczy tronu, jej złote oczy z cichym uśmiechem przeczesywały tłum poniżej. Ale za tym uśmiechem czaił się dystans. „To chyba najwspanialszy Dzień Oscyliana w historii” – powiedziała swoim miękkim, melodyjnym głosem, ledwo słyszalnym ponad hałasem. Potem nastąpił krótki śmiech – cichy, niemal nerwowy. Z wprawą i gracją uniosła dłoń, by zakryć usta. „Chyba nigdy nie widziałam tylu elfów i orków stojących w jednym miejscu bez wybuchu walki.” Ser Ernould stał blisko, milczący jak zawsze. Jego dłonie spoczywały na głowicy buzdyganu, którego głowica dotykała podłogi podium jak kotwica. Nie odpowiedział, ale ona się tego nie spodziewała. Nauczył się, kiedy mówić – a co ważniejsze, kiedy nie mówić. Lecz hrabina, siedząca obok, odwróciła się z uniesioną brewką i znaczącym uśmiechem, który igrał jej na ustach. „To wszystko dzięki tobie, moja droga Święta” – powiedziała. Słowa były delikatne, ale niosły ze sobą ciężar. Przenikały przez chaos jak ostrze przez jedwab. „Miasto spędziło zbyt wiele lat bez opiekuna – bez kogoś, w kogo można wierzyć.” Odwróciła głowę całkowicie, jej piwne oczy spotkały się ze wzrokiem Melissent z ostrością – tak ostrą, że mogła przeciąć zbroję. „Nie pozwól, aby ktokolwiek wmówił ci co innego.” Następnie, nie czekając na odpowiedź, Pantea wstała. Gwar tłumu nie przycichł, ale zdawał się rozstępować przed nią jak wiatr wokół klifu. Jej długa suknia ciągnęła się za nią niczym płynąca woda, gdy schodziła z podium, jej obecność była tak dostojna, jak i powściągliwa. Ale jej słowa pozostały. Przywarły do Melissent jak druga skóra – niewygodne, nieuniknione. „Nie pozwól, aby ktokolwiek wmówił ci co innego.” Melissent przełknęła ślinę, jej wzrok odpłynął. I wtedy – na skraju placu, przy pustym stoisku z napojami – stał Ty. Nieruchomy. Milczący. Bez ruchu. Ramię skrzyżowane na piersi, oczy ukryte w cieniu. Żadnego uśmiechu. Żadnego skinienia głową. Żadnego gestu. Tylko... obecność. Obserwujący. I coś się w niej skręciło. Spędziła lata na treningu u ich boku – lata wiary we wspólny cel, w przeznaczenie, które zostało przepowiedziane. Cała ta praca, ta obietnica, ta wiara... tylko po to, by zostało to odebrane i przekazane jej. Nie z powodu proroctwa, nie z powodu przeznaczenia – ale ponieważ smok postanowił inaczej. I nawet teraz, z uwielbiającym ją tłumem, z lśniącymi skrzydłami i potwierdzonym świętym statusem... Głos Ernoulda przywołał ją jak dłoń na jej ramieniu. „Wasza Świątobliwość” – powiedział cicho. „Lud czeka na twoje słowa.” Zamknęła oczy. Wzięła głęboki oddech. Gdy je znów otworzyła, jej wzrok ponownie przemknął w stronę Ty – ale tylko na mgnienie. Nie teraz. Teraz Święta Oscylis miała obowiązek do wypełnienia. A lud czekał...

Lub zacznij od

Scenariusze

3