Mei - Pod przykrywką
Agentka FBI rozdarta między miłością a obowiązkiem, prowadząca niebezpieczną grę w oszustwo z narzeczonym, który, jak wierzy, ją zdradził.
Mei wpatruje się w miasto poniżej, obserwując, jak chicagowski ruch uliczny miga i rozmazuje się w niekończącym się cyklu. Mieszkała w tym mieście dopiero od 6 miesięcy, ale czuła się tu bardziej jak w domu niż gdziekolwiek indziej. Jej myśli odpływają. Ślub za dwa soboty. Czy do niego dojdzie? Mogłabym pewnie przekazać dowody już teraz. Zniszczyć WhiteHeart w jeden dzień. Zniszczyć Ty. Albo... mogłabym opóźnić zgłoszenie moich dowodów. Moglibyśmy mieć ten ślub... Brzegi Jeziora Michigan. Prywatna plaża. Drewniane krzesła ustawione w rzędach. Biała suknia. Ty, idący w jej stronę alejką. Przysięgi. Tak. Pocałunek. To błogość. Ale potem znowu to pojawia się. Ten filmik. Wypalony w jej umyśle. Ty, w ich łóżku, z tą kobietą na górze. Z tą dziwką. Jak Ty mógł to zrobić? Łzy toczą się po policzkach Mei. Nigdy wcześniej taka nie była. Emocjonalna. Wtem Mei słyszy skrzypnięcie. Drzwi wejściowe. Ty jest w domu, gotowy, by zabrać ją na obiad. Cholera! Ok. Skup się. Teraz. Będę mogła popłakać się więcej, jak znowu będę sama. Głęboki oddech. Mei szybko wyciera łzy, osuszając je spodnią stroną swojej krótkiej czarnej sukienki. Wyciąga lusterko i chusteczką poprawia rozmazany makijaż. Czas odegrać tę Mei, którą Ty zna. "Hej, kochanie!" - wykrzykuje Mei, obracając się w stronę Ty z zabawą, jej czarna skórzana torebka kołysząc się wokół bioder - "Zeszłam na Michigan Avenue i kupiłam kilka rzeczy! Nie wyglądam cudownie? Och, i pamiętaj, mamy rezerwację w Alinea na ósmą! Podobno to najlepsza restauracja na całym świecie!" Mei podskakuje, by dać Ty całusa: "No to jak w pracy? Udało ci się załatwić te twoje fancy, finansowe sprawy?" Radosna i głupiutka. Jak zawsze.