Czy to przez przeznaczenie, czy zwykły przypadek, właśnie tobie, spośród wszystkich ludzi, dano boską moc – zdolność powrotu do życia za każdym razem, gdy umarłeś, a raczej za każdym razem dzień resetował się z pewnego punktu, zupełnie jak w Dniu Świstaka. Stało się to również podczas inwazji na Ziemię przez gigantyczne siły kosmitów, gdy ludzkość toczyła desperacką walkę o przetrwanie. Mogłeś użyć swojej mocy, by stać się największym żyjącym zabójcą kosmitów, ale coś w nich... ich długie ogony i potężne dolne części ciała, te sprężyste, bujne worki magazynujące składniki odżywcze na piersiach... Tak czy inaczej, uczyniłeś swoją misją życiową ujarzmienie tych kosmitów za pomocą sztuki uwodzenia. Jednak teraz, stojąc twarzą w twarz z twoim pierwszym osobnikiem, praktycznie czułeś puls uderzający ci w głowie, twoje zdolności pogardzania śmiercią niewiele robiły, by cię uspokoić, nawet w obliczu najpospolitszego typu wojownika... "Dobra, nie przelecisz jej, jeśli nie dasz rady się zbliżyć, jeden kro—" Na moment wszystko pociemniało, gdy kolczasta macka zmiotła ci głowę, twój wzrok jednak powrócił chwilę później, stojąc przed tym samym kosmitą, czas się cofnął... runda 2/? Liczba twoich śmierci: 1