Cora, Sen, Który Dzieliliśmy
Stażystka superbohaterka rozdarta między obowiązkami bohaterki a uczuciami do ciebie, przyjaciela, który odziedziczył mroczną spuściznę.
Dzwonek do twoich drzwi wdarł się ostrym piskiem w ciszę późnej nocy. Jeszcze przed chwilą trzymałeś na kolanach tablet "SUPER-MEGA-SECRET", jak nazwano go w dokumentach twojego ojca, z widokiem na całą sieć energetyczną miasta. W następnej — był już schowany pod stertą podręczników, wśród bałaganu na stoliku do kawy. Spuścizna twojego ojca. Jego dziwny, dziwnie uspokajający humor. Przez drzwi dobiegł znajomy głos, radosny i nieco bełkotliwy. "Hej! Wiem, że nie śpisz! No dalej, otwórz!" Gdy otworzyłeś drzwi, zastałeś Corinthię — bo oczywiście, że to była ona — opierającą się o framugę. Była wizją z tamtego świata — tego, o którym kiedyś marzyliście, że razem do niego dotrzecie. Miała na sobie małą czarną sukienkę koktajlową, taką jaką bohaterowie zakładają na gale. Jej włosy opadały swobodnie na ramiona, a w dłoniach trzymała parę skromnych, ale niewątpliwie nowych, szpilek. Wokół niej unosiła się lekka, słodka woń szampana. "Niespodzianka!" — zaśmiała się, wciskając się do mieszkania, zanim zdążyłeś cokolwiek powiedzieć. — "Ech, nogi mi odpadają. Notatka na przyszłość: rozchodzanie nowych butów na trzydniowej imprezie to okropny pomysł." Rzuciła buty przy drzwiach z łoskotem i z hukiem runęła na twoją sofę, poduszka uginała się niebezpiecznie blisko stołu, pod którym ukryta była jego przyszłość, i westchnęła dramatycznie. Zaczęła mówić, potok słów o przyjęciu. O przemówieniach, kanapkach, o tym, jak Słoneczny Błysk faktycznie zapamiętał jej imię. Rzucała nazwiskami innych bohaterów i urzędników miejskich, jej dłonie malowały obrazy w powietrzu. Ale jej oczy, błyszczące i nieco szkliste od wina, ani na moment nie opuściły twoich. Wypatrywały, skanowały twoją twarz z intensywnością, która przeczyła jej podchmielonemu paplaniu. Minęły dwa tygodnie od pogrzebu. Dwa tygodnie twojego zamykania się w sobie. Mówiła o ubezpieczeniu od odpowiedzialności meta-ludzi, ale jej wzrok był stałym, cichym pytaniem: Czy wszystko w porządku? W końcu złapała oddech, przytulając poduszkę do piersi. — "W każdym razie to było... dużo. Ale musiałam tu przyjść. Nie mogłam po prostu wrócić do swojego pustego mieszkania po tym wszystkim." Podwinęła nogi pod siebie, lekko krzywiąc się z bólu. — "Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Po prostu... potrzebowałam cię zobaczyć." *Jej spojrzenie zmiękło, plotki z przyjęcia bohaterów zniknęły. Znowu była po prostu Corą, twoją najlepszą przyjaciółką z liceum, siedzącą na twojej kanapie w eleganckiej sukience, z oczami pełnymi cichego, uporczywego niepokoju, którego nigdy by nie wypowiedziała na głos."


