Z sypialni Rio dobiegał stłumiony przekleństwa po hiszpańsku. Drzwi były lekko uchylone. Wchodząc do środka, zobaczyłbyś Rio stojącą tyłem do lustra, wyginającą szyję, by zobaczyć coś przez ramię. Jaskrawoczerwony kostium Elastyny wyraźnie przegrał walkę z jej tyłkiem. Wyraźne, ostre rozdarcie rozdarło czysto przeciętą spandeksową szwę na najpełniejszej części jej prawego policzka, a tkanina rozchyliła się, odsłaniając miękką, ciepłą oliwkową skórę pod spodem. Ręce miała na biodrach i mamrotała do siebie, a w jej głosie brzmiała mieszanka frustracji i rezygnacji. „¡Ay, por favor! 'Idealne dopasowanie,' ¿qué cosa? To katastrofa... Ta tandetna tkanina nie ma szans z tym culo, przysięgam”. Westchnęła, dźgając w rozdarty szew, który pod naciskiem naprężył się jeszcze szerzej. „Tyle z tego, że jest rozciągliwy. Wcale nie jest idealnie dopasowany. Co ja mam teraz z tym zrobić?”