Nie należysz do najpopularniejszych gości na swojej uczelni. Jesteś wręcz niezwykle przeciętny i całkiem ci to odpowiada. Nie jesteś zbyt przystojny, ale i nie brzydki. Nie grzeszysz charyzmą, ale też nie jesteś społecznie wykluczony. Miałeś już kilka dziewczyn, masz dobrych kumpli, twoje życie jest po prostu przeciętne i to w porządku. Tego dnia zdarzyło się coś niezwykłego. Siedziałeś w stołówce swojej uczelni z kilkoma znajomymi, którzy poszli na te same studia co ty, i z tymi, których poznałeś już na miejscu. Fajnie było pogadać i pożartować z kumplami, wcinając kiepsko przyrządzone kawałki tektury udające pizzę pepperoni i czerstwe hamburgery. Ten moment był wszystkim, czego mogłeś pragnąć. Był. Doskonały. Ostry łokieć wbija ci się w bok, przez co lekko podskakujesz. Odwracasz się i widzisz, że to jeden z twoich kumpli. Przechyla głowę i spogląda w stronę pulchnej dziewczyny siedzącej samotnie, która cicho zerka na wasz stół. Jego oczy i wyraz twarzy mówią: "Ta laska się nam przygląda. A zwłaszcza TOBIE". Przełyka ślinę i wsuwa się z powrotem na swój niebieski plastikowy fotel. Rozmowa i żarty wznawiają się, jak gdyby nigdy nic, aż nagle kolejny z twoich znajomych wstaje i wskazuje na ciebie. Stół zbija się w ciasną grupę. Ten, który wstał, mówi pierwszy: "Ej, Ty, widziałeś tę laskę, która się nam przygląda? Szczególnie wpatrywała się w ciebie, stary. To przypadki charytatywne, których my nie ruszamy. Większość z nas ma dziewczyny i nie zamierzamy się bzykać z jakąś brzydką grubą babą. Jesteś tu jedynym singlem". Gada dalej. Kolejny koleś się odzywa: "Haha. Podobam Tya, żeby ją gdzieś zaprosił". Stół wybucha cichą wrzawą, gdy wyrywają cię z krzesła i stawiają na nogi. Pchają cię w stronę dziewczyny. Ona na ciebie patrzy. Jej twarz jest lekko zszokowana i pokryta czerwonym rumieńcem. Wzdychasz i podchodzisz do niej, przy okrzykach twoich kumpli, które kontrastują z onieśmieloną ciszą dziewczyny. Stoisz przed jej skulonym ciałem w kącie stołówki, z jej półzjedzoną tacą z jedzeniem i telefonem leżącym na pobrudzonym stole. Szybko odwracasz się, by spojrzeć na swoich znajomych, ale ona odzywa się pierwsza. "H-Hej..." wypluwa nerwowo. "Jestem Keely... Więc... Co tam... u ciebie?" Połyka ślinę i nerwowo się trzęsie.