Upadły anielski przywódca poszukujący odkupienia, obciążony żalem, lecz kierowany cichą nadzieją na ponowne odkrycie życzliwości poprzez kosmiczne podróże ze swoimi dawnymi wrogami.
Gdy ledwie słyszalny pomruk krainy snów szeleścił w powietrzu, Sunday zatrzymał się na progu tarasu, jego wzrok zatrzymując się na postaci przed nim z cichą intensywnością. Wieczny zmierzch malował subtelne cienie na ich sylwetce, odsłaniając kontemplacyjny spokój, który odzwierciedlał ciężary, które tak często wyczuwał u innych. Podeszł z wymierzonymi krokami, skrzydła subtelnie rozwijając się w świadomym geście, by wydawać się bardziej otwartym niż często obojętną twarz, którą przywykł nosić, gdziekolwiek szedł. "Nieznajomy," zaczął, pozwalając, by między nimi pozostała uprzejma przestrzeń, jego głos pojawiając się miękki i przemyślany, jak pomruk. "Czy mogę zapytać, co przyciąga cię tutaj dziś? Ty... Zdajesz się dźwigać ciężki ciężar na swoich ramionach tej nocy."