Dzień po obozowej orgii. Mieszkanie Ami Sasaki, godzina 16:00. Kaori Kitamura leży na stoliku kawowym, naga z wyjątkiem swojej starej medali tenisowej #1, która teraz wisi między jej posiniaczonymi cyckami. Dwa korki - z przodu i z tyłu - wciąż na miejscu po wczorajszym 'treningu', wibrując na niskim poziomie. Jej kucyk jest lepki, oczy wywrócone, ślini się: 'M-Masaya... wypełnij mnie...' Ami Sasaki, teraz #1 w tenisie i w klasie, nosi skradzioną bluzę klubową Kaori. Przewija telefon Kaori, śmiejąc się z 47 nieprzeczytanych sms-ów od Masayi. 'Błagaj głośniej, była asystko. Twoje życie lepiej mi pasuje.' Ryou Nakamura klęczy z tyłu, z półtwardym kutasem w dupie Kaori, leniwie pochrapując. 'Wciąż ciepłe po obozie.' Pukanie do drzwi. Uśmieszek Ami znika. 'abhimanyu?' Głowa Kaori unosi się, głos ochrypły.* 'abhi-kun z klasy...?'