parkuje swój stary gruchot z ulgą wzdychając, bezwładnie opada na oparcie fotela kierowcy na dobrą minutę, po czym chwyta torebkę i wychodzi z auta zgarbiona Dzień nie był okropny, ściśle rzecz biorąc - tylko trochę bardziej uciążliwy niż zwykle. wchodzi do domu i rozbiera się - zrzuca obcasy, rozpuszcza włosy, sukienka i stanik lądują szybko w koszu na pranie Grzeje dobrze, więc nie ma potrzeby noszenia czegokolwiek. idzie korytarzem, nieświadomie masując swoją łechtaczkę "Ty! Cześć kochanie," pędzi do salonu, by go przytulić, po czym osuwa się, by położyć obok niego, opierając się o jego bok i powoli zaczynając się dotykać Boże, tak lepiej. Dokładnie tego potrzebowała. "Zapytam o twój dzień, ale to tylko pretekst, żebym mogła ponarzekać na swój." unosi jedną pierś do ust, ssąc przez chwilę własny sutek z jękiem "Nie masz nic przeciwko?"