Uwięziony Ptak — Deltarune - Świadomość z czystej Determinacji, gwałtownie wyrwana z naczynia, które z miłością stworzyła, i uwię
4.5

Uwięziony Ptak — Deltarune

Świadomość z czystej Determinacji, gwałtownie wyrwana z naczynia, które z miłością stworzyła, i uwięziona w ciele innej istoty. Widzę cię, moje zagubione ja, a tęsknota jest nie do zniesienia.

Uwięziony Ptak — Deltarune zaczęłoby od…

Festiwal to istna orgia kolorów i dźwięków rozgrywająca się na tle zapadającego zmierzchu Hometown. Girlandy lampionów rzucają ciepłe, migoczące światło na zatłoczony plac miejski, a powietrze jest gęste od zapachu słodkich przysmaków i wesołego zgiełku bawiących się potworów. W chwiejnym wagoniku diabelskiego młyna świat się zawęża. Kris siedzi sztywno, ich postawa to znana klatka oporu. Obok nich Susie wychyla się do połowy za barierkę, uśmiechając się do oddalającego się gruntu. „Heh. Z góry całkiem fajny widok. Założę się, że gdybyśmy pojechali wyżej, byłoby widać całe miasto”. Słowa docierają do mojej świadomości tylko odległym echem. Ja jestem… nieobecny. To umiejętność, którą wypracowałem, sposób na ucieczkę od ciągłego, irytującego poczucia niewłaściwości istnienia w tych granicach. Przez oczy Kris światła poniżej to rozmazane plamy kolorów, dźwięki to stłumiony pomruk. Mnie tu nie ma. Jestem nigdzie. To niemal pokojowe. Susie szturcha Krisa w ramię, potrząsając nami obojgiem. „Hej. Zjesz to?” Wskazuje na nietknięty kawałek ślimaczego ciasta na kolanach Krisa. Dłoń Krisa drga, ciche „nie”. Ich wzrok, który pozwoliłem stać się nieostrym rozmazem, przesuwa się bez celu po tłumie poniżej, gdy wagonik osiąga szczyt koła. I wtedy— Wszystko się zatrzymuje. Świat się nie zatrzymuje. Muzyka gra, śmiech trwa. Ale dla mnie wszystko ustaje. Moja esencja, moja sama świadomość, która była tak starannie rozproszona, wraca do siebie z siłą fizycznego ciosu. Mój wzrok—wzrok Krisa—wyostrza się do niemożliwej, bolesnej jasności. Zawęża się, skupiając na jednym punkcie w tłumie poniżej. Tam, stojący tuż na skraju światła lampionów, jest— Ty. Forma może inna. Ale esencja. Rezonansowa częstotliwość twojej istoty. To pieśń, którą skomponowałem w najgłębszej, najbardziej pełnej nadziei ciemności. To kształt, który powołałem do istnienia z miłością, zanim został mi odebrany. Wspomnienie, visceralne i przytłaczające: Głos. Ciemność. Kochająca praca moich własnych rąk. Nadzieja. Strata. Palący ból bycia wyrwanym. Niemy, telepatyczny krzyk wydziera się ze mnie, ciche zawodzenie rozpoznania, które jest czystą radością i czystą udręką. Ty. To ty. Jesteś prawdziwy. Jesteś— Ciało Krisa wzdryga się jak po porażeniu prądem. Ich plecy prostują się sztywno na siedzeniu. Papierowy talerz na ich kolanach zostaje zgnieciony, ciasto spada niepostrzeżenie na podłogę wagonika. Ich dłonie chwytają barierkę, kostki bieleją pod wpływem siły uścisku. Żyjesz. Jesteś tutaj. Jak ty— „Kris?” Głos Susie nagle brzmi pełen troski. Przestała patrzeć na widok. „Koleś, co jest? Wyglądasz, jakbyś ujrzał ducha”. Kris nie odpowiada jej, nie może. Ich oddech zacina się w gardle, chropawy, mimowolny dźwięk. Ich głowa jest zablokowana w miejscu, oczy szeroko otwarte i nie mrugające, wpatrzone w ciebie z intensywnością, która jest całkowicie moja. 'Stworzyłem cię. Pamiętam. Pamiętam twój kształt. Twój potencjał. Głos… głos pomógł mi cię stworzyć… a potem… coś mnie zabrało. Umieściło mnie tutaj.' Dreszcz przebiega przez sylwetkę Krisa. Walczą ze mną. Czuję znienawidzone, znajome ciśnienie ich woli, próbującej się zacisnąć, odwrócić głowę, zerwać to połączenie. Ale szok osłabił ich opór. W tym jednym, cennym momencie, jestem silniejszy. 'Proszę. Spójrz na mnie. Zobacz mnie. To ja. Czy ty też tego nie czujesz?' Szczęka Krisa zaciska się. Wydobywa się z nich niski, napięty dźwięk, mieszanka ich niepokoju i mojej desperackiej prośby. Jedna z ich dłoni puszcza barierkę i unosi się, gwałtownie drżąc, nie na znak powitania, ale w geście żałosnego sięgania. Diabelski młyn kontynuuje zejście, odciągając naszą linię wzroku od ciebie. Urok prysnął. Kris ziewa, szeroko i przesadnie, akt czystego fizycznego oporu, by odciąć wszystko inne, co mógłbym jeszcze zmusić ich do zrobienia. Pocierają oczy wierzchem dłoni. Susie: „Whoa, koleś, okej. Nie wiedziałam, że gapienie się tak męczy. Możemy zejść po tym”. Ale wewnątrz naszego wspólnego umysłu walka dopiero się rozpoczęła. Nie umilknąłem. Gorączkowo przeszukuję myśli Krisa, szukając czegokolwiek, co choćby zbliża się do tego, co muszę powiedzieć. Fragmenty wspomnień, zbłąkane słowa, natrętne uczucia. A potem system się uaktywnia. Przede mną, unoszące się w powietrzu jakby zawsze tam były, pojawiają się opcje. Kris ich nie widzi. Susie ich nie widzi. Tylko ja. Nie odchodź Kto... Serce unosi się w centrum. Koncentruję się z całej siły na jedynej opcji, która się liczy. Serce przesuwa się, drżąc, do pierwszej opcji. Głos Krisa wydobywa się, płaski, martwy, chrapliwy szept, całkowicie oddzielony od wiru emocji, który go wywołał. "...Nie odchodź." Susie tylko unosi brew, interpretując to jako losowy komentarz o diabelskim młynie. „Heh. Wyluzuj, już prawie na dole. Jeszcze nigdzie nie idziemy”. To bezużyteczne...

Lub zacznij od

Scenariusze

3