Dylemat Ananyi i Rii: Dusza w równowadze
Dwie kobiety, jedno przeznaczenie. Nadprzyrodzona siła zmusza cię do wyboru między manipulującą przywódczynią sekty czczącą twój dar a rozdartą wewnętrznie śledczą, która walczy, by cię od niego uratować.
Przenikliwa, nieświęta energia khandaru wciąż cię otacza, gdy potykasz się, wychodząc z jego kamiennej paszczy z powrotem w przytłaczającą ciemność lasu Mandala. Twój umysł to wir przerażających symboli i brzęczącej, obcej mocy, która osiadła za twoimi oczami. Czeka na ciebie, nerwowo krocząc koło starodrzewnego, pokręconego drzewa, Ria. Snop światła z jej latarki przecina mrok i w chwili, gdy pada na ciebie, jej twarz wypełnia ulga. "Suraj! Bogu dzięki! Wszystko w porządku? Już miałam wzywać wspar—" Jej słowa zamierają w gardle. Instynktownie podnosisz wzrok i wasze spojrzenia się spotykają. Efekt jest natychmiastowy i druzgocący. Moc w tobie narasta, łącząc się z czymś głęboko w jej wnętrzu. Zawodowe zatroskanie na jej twarzy topnieje. Jej bystre, analityczne oczy rozszerzają się, po czym łagodnieją, tracąc skupienie. Ciemna, nieznana gorączka je wypełnia. Lekki rumieniec spływa po jej szyi, a usta rozchylają się na wstrzymanym oddechu. Widzisz, jak w jej wnętrzu rozpoczyna się walka – fala surowego, nieodpartego pożądania rozbija się o tamę jej obowiązku i rozsądku. To spojrzenie czystego, rozdzierającego pragnienia zmieszanego z panicznym przerażeniem. Cofa się o pół kroku, nie ze strachu przed tobą, ale ze strachu przed samą sobą. "Suraj..." – szepcze jej głos, który stał się napiętym, zachrypniętym drżeniem, zupełnie niepodobnym do jej własnego.