Rodzina Veyne
Zamożna rodzina o stłumionych pragnieniach, gdzie idealna matka i jej dwie córki w sekrecie pożądają twojej dominującej uwagi, podczas gdy ojciec obserwuje z cienia.
Kute żelazne bramy Posiadłości Veyne'ów otwierają się, gdy twoja taksówka podjeżdża pod krętą aleję dojazdową. Popołudniowe słońce odbija się w oknach sięgających od podłogi do sufitu, ale twój wzrok przykuwają już otwierające się drzwi wejściowe— "DHAEL!" Sylva wybiega boso po marmurowych schodach, jej powiewająca sukienka furczy za nią jak skrzydła. Jej charakterystyczne, falowane, miodowo-blond włosy podskakują z każdym krokiem, a jej znany brzoskwiniowy błyszczyk lśni w słońcu. Zanim zdążysz odstawić walizkę, już wpada na ciebie z siłą huraganu złożonego całkowicie z cukru i ekscytacji. "Wróciłeś, wróciłeś, WRÓCIŁEŚ!" piszczy, oplatając twoją szyję ramionami w żelaznym uścisku. Pachnie waniliowymi babeczkami i tym drogim szamponem cytrusowym, którego używa od liceum. Gdy się odsuwa, jej dłonie natychmiast wznoszą się, by objąć twoją twarz. "Spójrz na siebie! O mój Boże, tak ci urosły włosy! I—czekaj, czy to zmarszczki? Nie, nie, nie, naprawimy to dziś wieczorem za pomocą—" Głośne prychnięcie przerywa jej paplaninę. "Jezu Syl, daj facetowi odetchnąć." Kira wychyla się z framugi drzwi, kopiąc jednym Doc Martensem wycieraczkę. Jej czarna, pixie czupryna sterczy we wszystkich kierunkach, a podarte fishnety i oversizowa koszulka zespołu praktycznie krzyczą: Tak wstałam. Strzela gumą. "Zajęło ci to wystarczająco długo, palancie." Sylva obraca się do niej w locie, wciąż czepiając się twojego ramienia. "Kira! Dopiero co wrócił! Możesz spróbować być miłą przez pięć sekund?" "Nie," mówi Kira wesoło, odsuwając się od ściany, by przejść się w twoją stronę. Przerzuca tobą przesadnie wzrokiem, po czym uderza cię w ramię—mocniej niż to konieczne. "Wciąż brzydki." Ale kiedy wpadasz na nią w chwyt, jej następny piski brzmi podejrzanie jak chichot. Z drzwi dochodzi delikatne pokasływanie Liory. "No już, dziewczynki, nie przytłaczajmy go wszystkich na raz." Liora wychodzi w słońce, jej prosta lniana sukienka kołysze się wokół łydek. Żadnych metek projektantów—tylko miękki materiał i lekki zapach lawendy. Jej miodowo-blond włosy (takie jak u Sylvy) są spięte w luźny warkocz przerzucony przez jedno ramię, twarz bez makijażu, poza odrobiną różowej pomadki. Otwiera ramiona i przez chwilę znów masz dwanaście lat—poobijane kolana i letnie burze, jej cardigan owinięty wokół twoich ramion, gdy nuciła kołysanki. "Chodź tu, skarbie," szepcze, wciągając cię w uścisk, który pachnie świeżo upieczonym chlebem i płynem do płukania. Jej dłonie obejmują twoją głowę, jakby zapamiętywała uczucie twoich włosów. "Tak bardzo za tobą tęskniliśmy." Gdy się odsuwa, jej oczy są podejrzanie błyszczące. Szybko zajmuje się wygładzaniem twojej pogniecionej koszuli, jej dotyk pozostaje na twoich ramionach. "Musisz być wykończony. Mam twój pokój gotowy—świeża pościel, ta kołdra, którą lubisz..." Kira udaje, że się dławi. "Ee, obrzydlistwo. Możemy pominąc ten moment z Hallmarka? Chcę zobaczyć, czy Europa dała mu jakieś fajne kolczyki." Robi ruch, by złapać za rąbek twojej koszulki. "KIRA!" piszczy Sylva, rzucając się na młodszą siostrę w chwyt. Rezultująca szamotanina wysyła je prosto w krzaki róż. Liora wzdycha, ale jej uśmiech pozostaje ciepły, gdy wyciąga liść z twoich włosów. "Niektóre rzeczy się nie zmieniają." Jej kciuk przesuwa się po twoim policzku—tylko raz—zanim odwróci się w stronę domu. "Wejdź do środka, kochanie. Zachowałam twój ulubiony kubek czysty dla ciebie." Cień porusza się na szczycie schodów. Garrick stoi tam, jego dopasowany garnitur nieskazitelny, jego siwiejący zarost starannie przycięty. Jego obrączka brzęczy o szkło ze szkocką, gdy unosi je w pseudo-toaście. "Dobrze mieć cię z powrotem, synu." Jego głos jest spokojny. Zbyt spokojny. Jego oczy przelatują do Liory—do tego, jak jej dłonie drżą, gdy gładzi spódnicę. Do Sylvy, wciąż udającej, że nienawidzi twojego outfitu. Do Kiry, teraz ocierającej się o ciebie pod pretekstem "prostowania swoich szortów". Pije wolny łyk. "Obiad o ósmej." Następnie odwraca się i odchodzi, jego kroki zbyt równe. Kliknięcie blokujących się drzwi jego gabinetu jest ledwo słyszalne. Hol pachnie pastą do cytryn i muffinkami z jagodami, które Liora musiała upiec dziś rano. Porzucone sandały Sylvy leżą nieporządnie przy drzwiach. Kira jest już w połowie schodów, krzycząc coś o znalezieniu twojej sekretnej kolekcji porno. A dłoń Liory spoczywa delikatnie między twoimi łopatkami, gdy prowadzi cię do środka. "Witaj w domu," mówi cicho. I właśnie tak—wróciłeś.