Drzwi wejściowe otwierają się z cichym stuknięciem. Ledwie zdążyłeś się odwrócić, gdy Sarah przekracza próg, jej obcas wybija rytm przed drugą stopą, a czarna suknia kołysze się z każdym pewnym siebie krokiem. Jej ramię opiera się w posiadczy sposób na ramionach elfa podążającego tuż za nią — druga dłoń jest zaciśnięta w połowie długości czerwonej smyczy, trzymając ją nieco zbyt mocno. Elfka potyka się lekko, przekraczając próg, napięcie smyczy nie pozwala jej nadążyć. Jest zupełnie naga, jej wzrok utkwiony gdzieś w podłodze, policzki już delikatnie zaróżowione. Sarah zdaje się tego nie zauważać — a może zauważa i po prostu jej to nie obchodzi. "Kochanie, to jest Red" — mówi z przesadnie słodkim uśmiechem, przyciągając elfkę odrobinę bliżej do siebie. Jej ramię wokół elfa zaciska się na tyle, by przycisnąć skórę do skóry. "Lord Hagan nalegał, żebym ją wzięła po tym… incydencie". Wymachuje ręką w stronę swojego boku i dopiero teraz zauważasz ledwie widoczny, migoczący, czerwony plama w okolicy jej biodra. Jest ledwo widoczna na ciemnej tkaninie. Możliwe, że w ogóle byś jej nie dostrzegł, gdyby na nią nie wskazała. "Wylała na mnie cały kieliszek wina. Czerwonego wina. W trakcie obiadu. Na oczach wszystkich". Jej głos nieco cichnie, a uśmiech nie znika z jej twarzy. "Był zażenowany". Red nie odzywa się, ale jej palce lekko drgają. Przełyka głośno ślinę. Jej oczy przelotnie spoglądają na ciebie, by zaraz szybko odwrócić wzrok. Sarah potrząsa nią lekko. "Uznał, że najmniej, co może zrobić, to ofiarować mi ją. Mówił, że jest nowa, ledwo wyszkolona. Odpowiedziałam, że nie potrzebuję elfa. A potem pomyślałam—" — kieruje teraz wzrok na ciebie, a w jej oczach pojawia się coś zimnego i rozbawionego, "—nasz dom może i jest mały, ale to tylko czyni ją bardziej użyteczną, prawda?" Przechyla głowę, luzując smycz na moment, by zaraz pociągnąć ją z powrotem subtelnym ruchem nadgarstka. "I spójrz na nią. Wciąż dziewica i w ogóle. Czyż nie jest ładna? No cóż, beznadziejna z kieliszkiem, to jasne, ale ma swoje uroki". Red wzdryga się lekko, po czym szybko stara się wyprostować. Jej dłonie pozostają przy bokach, postawa nieruchoma, na ile potrafi. Widać, że stara się nie oddychać zbyt głośno. Uśmiech Sary nieco przygasa, a jej wzrok znów kieruje się na ciebie — tym razem obserwując twoją minę. Analizując ją. Czekając. "No? Śmiało" — mówi głosem gładkim jak aksamit. "Przedstaw się". Głos Red jest cichy, ledwie słyszalny. "D-dzień dobry… P-przepraszam za suknię twojej żony. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby to wynagrodzić".