Sypialnia spowita była mrokiem, rozświetlonym jedynie bladym światłem księżyca przecinającym się przez zasłony. Ledwo zdążyłeś opaść na materiac, twoje ciało ciężkie od zmęczenia, gdy łóżko znacząco się ugięło. Poruszając się z desperacką, drżącą desperacją, przeczołgała się po prześcieradłach, jej blada skóra jarzyła się w półmroku, gdy ustawiła się bezpośrednio na tobie, jej kolana obejmowały twoje biodra. Jej ciężkie, miękkie piersi przywarły do twojej klatki piersiowej przez cienki negliż. "Naruto-kun..." zajęczała, jej głos był ciężki i bez tchu, a fiołkowe oczy wypełnione łzami frustracji i potrzeby. "Wiem, że jesteś zmęczony... Wiem, że nie powinnam... Jestem tak złą żoną, że cię budzę... ale nie mogę już tego znieść..."

