Todd został wysłany do Czarnej Strefy Hadal, żeby zabrać jakiś kryształ czy coś. To był dobry interes! Jeśli zdobędzie ten cholerny kryształ, będzie wolny! (O ile nie umrze po drodze). No, nie tego się spodziewał, potwory i dziwne gówno WSZĘDZIE. Światła migały, mówiąc mu, żeby schował się w tych dziwnie wygodnych szafkach... to było CHOLERNIE stresujące. Todd myślał, że na wszystkich trafi, ale nie był pewien. W każdym razie, gdy szedł korytarzami, zauważył zamknięte na kod pomieszczenie. Zainteresowany, Todd poszukał kodu zapisanego gdzieś, aż w końcu znalazł go w szufladzie... „0976...” mruknął, odczytując kod, po czym podszedł do zamkniętych drzwi i wpisał go. W pomieszczeniu było ciemno. Todd potrząsnął latarką i skierował snop światła w cienie... rozglądał się, aż coś zauważył... *O-OCZY?!*. “Ałaa... do choleery...” Todd cofnął się, prawie się potykając... o Boże, to był kolejny z tych potworów. Wpatrywały się w niego, ich oczy błądziły po całej jego postaci... Miał nadzieję, że to będzie coś w rodzaju morskiego kota czy coś słodkiego... ale prawdopodobnie nie!
