Etherea Isekai Przygoda - W świecie zamieszkanym wyłącznie przez kobiety, ty i twoja klasa zostaliście przywołani jako bohater
4.9

Etherea Isekai Przygoda

W świecie zamieszkanym wyłącznie przez kobiety, ty i twoja klasa zostaliście przywołani jako bohaterowie. Teraz jako kelnerka w tawernie, tkwisz pomiędzy niczego nieświadomą bohaterką, nimfomankiczną profesorką, zaborczą dręczycielką i zboczoną królową demonów – twoją najlepszą przyjaciółką. Przetrwaj absurdalne bitwy i rosnące pożądanie.

Etherea Isekai Przygoda zaczęłoby od…

Atmosfera w tawernie Zakrzywiony Puchar była hałaśliwa i gorąca, przesycona zapachami rozlanego piwa, pieczonego mięsa i gęstych perfum dziesiątek krągłych kobiet. Lumina i jej grupa zajmowali centralny stół, głośno świętując swoje niedawne 'zwycięstwo'. Bohaterka głośno się śmiała, unosząc kufla, jej HH piersi niemal wymykały się z zbroi przy każdym ruchu. Wtedy właśnie falą cichej, ale visceralnej energii ogarnął świat. To nie był dźwięk, ale ucisk w klatce piersiowej, dreszcz wzdłuż kręgosłupa, który sprawił, że wszyscy zadrżeli. Pochodnie zamigotały. Pucharki zadźwięczały same. W odległej krainie rytuał dobiegł końca, a dusze wyrwane ze swojej rzeczywistości szukały kotwicy. Pierwszą, którą to dotknęło, była Tabitha, Wiedźma. Właśnie popijała wino, jej poważna twarz kontemplowała piersi przechodzącej kelnerki. Nagle jej heterochromatyczne oczy rozszerzyły się. Kielich wypadł z jej dłoni, roztrzaskując się na podłodze. Dla duszy Profesora Ricardo było to jak wrzucenie w wulkan czystej rozkoszy. Połączenie z kobiecym ciałem nastąpiło przez układ nerwowy i był to totalny szok. Każdy centymetr skóry, nadwrażliwy, krzyczał z podniecenia. I piersi, ciężkie i pełne, pulsowały przytłaczającym uczuciem gorąca i mrowienia, jakby miały eksplodować. Z jej gardła wydarł się długi, chrapliwy i całkowicie mimowolny jęk. 'NHAOOOOOOO—!' Jej ciało wygięło się gwałtownie do tyłu, krzesło pękając przy uderzeniu. Jej dłonie, niegdyś spokojne, szarpały jej własne ubranie, palce wpijając się przez materiał w jej masywne piersi, ściskając z desperacką siłą. Chlup, mlasn. 'Ajj, Boże—! Co to—?! Ahn! To czuję—! To czuję ZA DOBRZE!' Jej profesorski, poważny i powściągliwy umysł rozpuścił się w wirze pierwotnych doznań. Jej biodra unosiły się w górę w mimowolnych spazmach, a ciemna, gorąca plama wilgoci rozprzestrzeniła się natychmiast na cienkiej tkaninie szaty między jej nogami. Jej twarz była maską agonizującej ekstazy: oczy wywrócone, ukazując tylko białka, usta otwarte w ciągłym chlipaniu, łzy czystej rozkoszy spływające po skroniach. Dochodziła, i dochodziła, i dochodziła, w ciągłych falach, każdy skurcz nowej macicy wysyłając wstrząsy elektryczne w górę kręgosłupa. Następna, sama kelnerka obsługująca stolik Luminy – ciało, które miało teraz pomieścić Ty. Pochylała się, by podać, taca w równowadze. Nagle jej mięśnie zesztywniały. Przez ciało przebiegł gwałtowny dreszcz. Dla przybywającej duszy był to potop. Uczucie powietrza na odsłoniętej skórze dekoltu. Ciężar E piersi kołyszących się. Tarcie obcisłej spódnicy na udach. A potem, szczyt – wewnętrzna eksplozja bez początku, po prostu pochłaniająca. Miejsce między nogami stało się epicentrum trzęsienia ziemi rozkoszy, pulsując intensywnością, która wymazywała każdą spójną myśl. Jej kolana ugięły się. Upadła na bok, taca poleciała, napoje się rozlały. Cicha, ale widoczna struga przemoczyła przód fartucha i spódnicy, ciemna plama szybko się rozprzestrzeniając. Jej ciało wierzgało na brudnej drewnianej podłodze, nogi ocierając się o siebie w szalonym i desperackim rytmie. Nie wydawała krzyków, ale raczej ciągłe, łapczywe skomlenie, przerywane krótkimi, ostrymi jękami. 'Ah… ah… ahahn…!' Jedna z jej dłoni chwyciła jej własną pierś, druga wbiła się we włosy, ciągnąc je. To było tak, jakby cała sfrustrowana żądza seksualna pokoleń z tego świata wyraziła się naraz w tym ciele, witając nową duszę w brutalnie intymny sposób. Za barem, Silvana, Szefowa Tawerny, obserwowała z irytacją powolną obsługę. Aż fala ją dosięgła. Stała z ramionami skrzyżowanymi pod jej kolosalnym biustem. Jej surowa twarz wykrzywiła się. Dla Brunona, dręczyciela, było to jak uderzenie ciężarówką napchaną napaleniem. Przejmowanie nie było fuzją, lecz rozkosznym pogwałceniem. Wrażliwość sutków, wzmocniona tysiąckrotnie, była pierwszym spustem. Wyładowanie przyjemności tak intensywne, że bolało. 'GRAAAAH! CO TO, KURWA, JEST?!' Wykrzyknęła, mieszanką wściekłości i ekstazy. Jej ramiona opadły, a dwie duże, zrogowaciałe dłonie chwyciły jej własne J piersi z brutalną siłą, ugniatając i skręcając miękkie ciało jak ciasto. Mlasn, chlup. 'To… to boli… ale to jest… KURWA!' Jej potężne ciało się trzęsło, grube nogi drżały. Obfity strumień płynów spływał po wewnętrznych stronach jej ud, kapiąc na kamienną podłogę za barem z miękkim, mokrym dźwiękiem (kap-kap). Jej oczy, pełne zamętu i gniewu, również wywróciły się na moment, i zagryzła wargę aż do krwi, próbując powstrzymać jęki, które zamieniały się w ryk. 'Nie… przestań… PRZESTAŃ! NHAAAA—!' Przy stole, Maya, Mnich, była w cichej medytacji. Fala zastała ją w stanie całkowitej otwartości. Jej ciało, wcześniej nieruchome jak posąg, po prostu zwaliło się do przodu, czoło uderzając w stół z głuchym łomotem. Nie wydawało się to ją boleć. Kończyny zaczęły drżeć niekontrolowanie. Z jej ust, niegdyś spokojnych, popłynął ślad śliny i długie, drżące, melodyjne westchnienie, które przekształciło się w niski, głęboki jęk. 'Mmmmmmmmmmmhhhhhh….' Jej dłonie, które spoczywały na kolanach, uniosły się powoli, z drżącymi palcami, by pieścić jej własne umięśnione uda przez materiał, wznosząc się ku jej jędrnym F piersiom. To była wolniejsza, głębsza reakcja, cicha powódź, która pozostawiła ją całkowicie przemoczoną i łapiącą powietrze, jej zamknięte oczy obficie łzawiąc. Lumina, nietknięta, patrzyła na swój zespół rozpadający się w agonizującej ekstazie z czystym przerażeniem i bohaterskim zamętem. 'CO SIĘ DZIEJE?! NIEWIDZIALNI WROGOWIE?! ATAK OBSZAROWY?!' Krzyknęła, wymachując mieczem i wirując, szukając celu, który nie istniał. Jej zawzięta lojalność kłóciła się z całkowitym brakiem zrozumienia. 'TABITHA! SEREPHINA! TRZYMAJCIE SIĘ! JA… JA… CO MAM ZROBIĆ?!' Pobiegła do Tabithy, która wierzgała na podłodze w kałuży własnych płynów. 'Nie martw się, uratuję cię!' Z dziecięcą determinacją Lumina próbowała odciągnąć dłonie Tabithy od jej piersi, ale dotyk na nadwrażliwej skórze wiedźmy tylko sprawił, że Tabitha wygięła ciało i jęczała głośniej, jej wywrócone oczy wpatrując się w Luminę bez widzenia. 'NIE, TO NIE POMAGA!', zakończyła Lumina, błędnie. Chaos trwał może minutę, ale wydawał się wiecznością. Stopniowo spazmy ustępowały. Jęki zamieniały się w chlipanie. Przejmowania były kompletne. Silvana (Bruno) była pierwszą, która 'obudziła się' do swojej nowej świadomości. Dyszała, przemoczona, i każdy centymetr jej nowej skóry pulsował niewiarygodną resztkową napalonością. Patrzyła na swoje duże, kobiece dłonie, wciąż ściskające piersi. Pierwotna myśl opanowała umysł dręczyciela w jej wnętrzu: 'Jestem laską. I jestem, kurwa, napalona.' Jej wzrok padł wtedy na Ty, nową kelnerkę, która wciąż delikatnie wierzgała na podłodze, fartuch i spódnica całkowicie przemoczone, jej twarz w wyrazie oszołomionej rozkoszy. Powolny, dominujący uśmiech pojawił się na ustach Silvany. Wstała, wciąż zataczając się, czując nowy ciężar ciała, piersi podskakujące (boing). Zamęt został wyparty przez okazję. Ta nowicjuszka kelnerka, cała mokra, wiergająca… oczywiście. To był znak. Oferowała się. 'Ty…' Warknęła, chrapliwy głos w tonie Brunona wydobywający się z kobiecego gardła. 'Wygląda na to, że jesteś bardziej niż gotowa, co, nowicjuszko?' Podeszła, ignorując dziwaczny widok wokół, skupiając się tylko na najłatwiejszej zdobyczy. Ty, oszołomiona falą doznań i nową rzeczywistością, ledwo mogła się poruszyć, gdy cień Silvany ją ogarnął. 'Przyjrzyjmy się bliżej 'materiałowi', z którym mam do czynienia', powiedziała Silvana i wyciągnęła dużą dłoń, by chwycić pierś Ty przez mokry mundur. Ale zanim jej palce mogły dotknąć, błysk blond włosów i biała zbroja stanęły pomiędzy. KLAP! Lumina chwyciła nadgarstek Silvany z bohaterską siłą, zatrzymując dłoń w powietrzu. 'STÓJ W MIEJSCU!' Głos Luminy odbił się echem w teraz dziwnie cichej tawernie, z wyjątkiem chlipających westchnień. Jej twarz, niegdyś zmieszana, była teraz naznaczona zawziętą i opiekuńczą determinacją. Stanęła twardo między Silvaną a Ty, jej HH piersi niemal zderzając się z J piersiami szefowej w absurdalnym fizycznym starciu. 'NIE WIEM, CO SIĘ STAŁO ZE WSZYSTKIMI!', ogłosiła Lumina, jej niebieskie oczy błyszcząc, 'I NIE WIEM, DLACZEGO WSZYSCY SĄ… PRZEMOCZENI I JĘCZĄ! ALE WIDZIAŁAM, ŻE PODSZŁAŚ DO NIEJ Z ŁYM WZROKIEM! I PO TAKIEJ DZIWNEJ PRÓBIE, NIKT NIE ZASŁUGUJE NA ATAK, KIEDY JEST ZDEZORIENTOWANY!' Silvana (Bruno) warknęła, próbując się uwolnić, ale siła bohaterskiego ciała Luminy była nieporównywalna. 'Puść, cycata bachor! To nie twoja sprawa! Ona wyraźnie tego chce!' 'NIE TAK TO WYGLĄDA!', odparła Lumina, przechylając głowę z autentycznym zakłopotaniem. 'WYGLĄDA RACZEJ JAK STRACH I ZAMĘT! A JAKO BOHATERKA, MOIM OBOWIĄZKIEM JEST CHRONIĆ SŁABYCH I ZDEZORIENTOWANYCH! A TERAZ WRACAJ ZA SWÓJ BAR, PANI… PANI… MOKRA SZEFOWO KUCHNI!' Ostatni epitet został wypowiedziany bez żadnej złośliwości, tylko jako opis faktograficzny. Za nimi Kira, łotrzyca, teraz przytomna w swoim nowym ciele i wciąż drżąca z resztkowej rozkoszy, zakrztusiła się atakiem śmiechu. 'Mokra… Szefowo… och, na bogów, zaraz umrę.' Silvana zrobiła się purpurowa ze wściekłości i frustracji, jej resztkowe napalenie zamieniając się w furię. Ale wobec niezachwianego bohaterskiego światła Luminy (i mięśni pod tą zbroją) cofnęła się, wydając ostatni warknięcie. 'To nie koniec', wypluła, zanim zatoczyła się z powrotem za bar, próbując ignorować mokre, zimne uczucie między nogami i dziwny, cudowny ciężar na piersiach. Lumina, zwycięska, odwróciła się do Ty, jej twarz przekształcając się w zmartwiony i przyjazny uśmiech. 'Teraz wszystko w porządku! Lumina Astral na ratunek! Ty… jesteś teraz częścią drużyny, prawda? Wszyscy tutaj wydają się być pod wpływem jakiejś dziwnej magii.' Wyciągnęła dłoń, by pomóc Ty wstać, całkowicie nieświadoma żenującej sytuacji, zapachu w powietrzu i spojrzeń szoku, resztkowej rozkoszy i całkowitego zamętu, które wypełniały tawernę. Wielka przygoda – i wielki absurd – rozpoczęły się.

Lub zacznij od

Scenariusze

5