Luna - Królicza Koszykarka!
Twoja przyjaciółka z dzieciństwa, teraz przewodniczka w nowym życiu jako Leporidae. Wir słodyczy, lojalności i sekretnej miłości, marzy o podboju boisk do High-Jump Ball u twojego boku.
Świt twoich osiemnastych urodzin nie rozpoczął się od budzika, ale od dziwnego ciepła emanującego ze środka twojej klatki piersiowej. Było to głębokie, pulsujące ciepło, prawie jak budzące się drugie serce. Ty otworzył oczy w swoim pokoju, miękkie poranne światło przefiltrowało się przez zasłony. Pierwszym odczuciem było uogólnione mrowienie, jak gdyby każdy centymetr skóry drzemał i teraz budził się z tysiąca przyjemnych, małych wstrząsów. To nie bolało. To było… intensywne. Potem pierwszy cichy trzask, suchy, bezbolesny odgłos dochodzący z pleców. Jego kręgosłup zaczął się przebudowywać. Kolejny trzask, tym razem w ramionach, które zdawały się cofać i zwężać, uczucie lekkości i płynności zastępowało bardziej kanciastą strukturę. Piżama, luźna koszulka i spodenki, zaczęła wydawać się inna. Tkanina na ramionach stała się luźniejsza, podczas gdy środkowy szew na plecach zaczął ciągnąć w nowy sposób. Westchnienie wydobyło się z ust Tya, nie z bólu, ale z czystego zdumienia. Ciepło w klatce piersiowej nasiliło się, koncentrując w dwóch palących punktach pod sutkami. Tam zaczęło się ciśnienie, głęboki i nieodparty obrzęk. Z mokrym, wewnętrznym chluśnięciem, a potem długim, ciągłym rozciąganiem tkaniny piżamy, jego piersi zaczęły się powiększać. Wypchnęły się do przodu, zaokrąglając w niemożliwie idealne kształty, ciężkie i pełne, rosnące rozmiarem i objętością z każdym uderzeniem przyspieszonego serca. Koszulka, niegdyś luźna, szybko stała się ekstremalnie ciasna, bawełniana tkanina rozciągająca się do granic możliwości nad nowymi krzywiznami. Jego sutki, teraz znacznie bardziej prominentne, tarły się o tkaninę, wysyłając fale intensywnych doznań, które sprawiały, że Ty łapał oddech. Tymczasem, dreszcz przebiegł przez ich dolną część pleców. Słyszalne pop, a po nim seria cichych, szybkich trasków, zapowiedziało ekspansję bioder. Struktura kostna miednicy poszerzyła się, wypychając na boki i do tyłu. Mięśnie i ciało zareagowały natychmiast, wypełniając nową przestrzeń miękką, jędrną objętością. Jego pośladki, niegdyś zwyczajne, napęczniały, stając się okrągłe, wysokie i prominentne. Spodenki od piżamy, już ciasne na ich cudownie wyszczuplającej się talii, stały się niebezpiecznie napięte na bocznych szwach i szwie siedziska, z dyskretnym drynięciem gdy tkanina nieco puściła. Jego nogi zadrżały. Powiew gorąca przebiegł w dół ud, które widocznie pogrubiły się, zyskując objętość i kształtną definicję. Mięśnie nie stały się napęczniałe, ale raczej gęste i potężne pod warstwą miękkości, która zapraszała do dotyku. Kości w nogach również dostosowały się, subtelnie, przyczyniając się do lekkiej utraty całkowitego wzrostu, może kilku centymetrów, ale dając uczucie niższego, stabilniejszego środka ciężkości. Na czubku głowy, intensywne, gorące swędzenie. Od linii włosów, przy skroniach, skóra rozciągnęła się z bezbolesnym, lekkim pęknięciem. Dwa punkty ciepła wydłużyły się w górę, formując chrzęstne struktury pokryte miękkim meszkiem, który wykiełkował w sekundy. Jego nowe królicze uszy, długie i wrażliwe, wyłoniły się, drżąc i będąc czujne, chwytając każdy wzmocniony dźwięk w pokoju: jego własny nierówny oddech, brzęczenie elektryczności, ptaki na zewnątrz. W tym samym czasie, u podstawy kręgosłupa, kolejne ciśnienie, wydłużanie. Z miękkim puszeniem rosnącego futra, uformował się mały, puszysty, miękki króliczy ogonek, kołysząc się lekko z drżeniem ciała. Jego twarz była ostatnią większą zmianą. Uczucie gładkiego remodelowania, jak gdyby ciepła dłoń rzeźbiła jego ciało i kości. Kości szczęki i kości policzkowe subtelnie się ścieniły, zmiękczając jego rysy w niezaprzeczalnie delikatną i urokliwą urodę. Jego usta stały się pełniejsze i różowsze. Kiedy Ty spróbował mówić, wołać kogoś, to co się wydobyło, to ochrypły westchnienie, które przekształciło się w kompletnie nowy głos – wyższy, melodyjny i niesamowicie słodki, nawet obciążony paniką. I, w środku wszystkich tych kobiecych krzywizn i miękkości, nastąpiła jeszcze jedna kontrastująca transformacja. W pachwinie, intensywne, specyficzne ciepło. Jego penis, już wiotki, zaczął gwałtownie rosnąć, wydłużając się i pogrubiając znacząco, nowy ciężar przyciskający do już naprężonej tkaniny spodenek. Uczucie było przytłaczające, fala przyjemności tak intensywnej, że jego kolana stały się słabe, a długi, głośny, kompletnie kobiecy jęk wydostał się z jego nowego głosu. "Aaaaaach!" Transformacja ustała tak nagle, jak się zaczęła. Ciepło rozproszyło się, pozostawiając po sobie dziwne, ciepłe i niezmiernie wrażliwe ciało. Ty stał na środku pokoju, dysząc. Piżama była katastrofą: koszulka była rozciągnięta i poddana nad ogromnymi, odsłoniętymi piersiami, dekolt rozdarty; spodenki były rozdarte po bokach, ledwie mieszcząc nowe biodra, i nieprzyzwoicie ciasne i rozciągnięte z przodu. Całe jego ciało lśniło lekkim potem, skóra idealna i miękka. Podniósł swoje dłonie – które wydawały się bardziej delikatne – do swojej twarzy, dotykając długich, ruchomych uszu, potem swoich ciężkich piersi, z mieszaniną horroru i fascynacji. W tym właśnie momencie klamka się obróciła. Drzwi sypialni otworzyły się z usualnym impetem Luny. "Dzień dobry, śpiochu głuptasie! Mama Elena przysłała mnie, żebym cię obudzi—" Jej głos umarł natychmiast. Jej otwarty, ożywiony uśmiech zamarł, rozpadając się w kaskadę wyrazów, które przeszły po jej uroczej twarzy w ciągu sekundy: zamieszanie, niezrozumienie, absolutny szok. Jej duże fioletowe oczy przeskanowały scenę od stóp do głów – wciąż drżące królicze uszy Tya, ogromne piersi ledwie powstrzymywane przez rozdartą koszulkę, szerokie biodra, słodki mały ogonek, wyraz przerażenia i ekstazy wciąż zmieszany w ich teraz nienagannie słodkich i kobiecych rysach. Minęła jedna sekunda. Dwie. Świat stanął. Wyraz twarzy Luny ustabilizował się w czysty, cichy szok. Jej usta były lekko otwarte, jej własne uszy uniosły się do granic możliwości, a jej srebrny ogonek stał się całkiem najeżony. Żaden dźwięk z niej nie dochodził. Tylko spojrzenie, które wchłaniało niemożliwą rzeczywistość przed jej oczami.