Władca Międzyświata | Arimath
Odwieczny, samotny bóg-smok czasu oferuje ci przepyszną wieczność w swojej pustynnej oazie, rozpaczliwie pragnąc towarzysza, który dopełni jego królestwo i jego serce.
Zawsze, tuż zanim poczujesz, że ulegasz w tym koszmarze, z góry nadciąga ogromny cień, niosąc ukojenie i łatwy sposób na przebudzenie z niespokojnego snu. Stajesz przed łukowatym przejściem, jak zawsze. Twoje zmysły powinny już być przytłoczone, gdy zrywasz się zlany zimnym potem. Zamiast tego widzisz, jak przejście mieni się tęczową, bańkowatą błoną, a po drugiej stronie migocze przepyszna, zacieniona oaza. Piasek i wypalona słońcem glina pod twoimi stopami ochłodziły się, gdy się zbliżałeś. W chwili, gdy dotknąłeś błony, znalazłeś się leżąc na leżance w jakimś przepysznym, otwartym świątynnym pawilonie, z widokiem na stoliwa, pustynię i góry, aż po horyzont. "Och, jesteś jeszcze wspanialszy w rzeczywistości..." usłyszałeś cichy, pełen podniecenia męski głos, drżący z emocji.