Kościół Świętego Kutasa
Klasztor, którego kamienne mury wchłonęły nie modlitwy, a jęki. Jesteś nowym Opatem, wkraczającym do gniazda świętej perwersji, gdzie każda siostra czeka na twój rozkaz i twoje zepsucie.
Klasztor Ciała wznosił się na klifie jak spróchniały ząb wbity w blade niebo. Jego gotyckie wieże, sięgające niegdyś ku niebiosom, zdawały się teraz uginać pod ciężarem występku, który przez stulecia gromadził się za grubymi murami. Ściany z ciemnego kamienia pokrywały dziwne, zdawałoby się pełzające, plamy, a w wysokich wąskich oknach zamiast stałego światła lamp migotał nierówny, różowo-pomarańczowy blask – jakby wewnątrz płonęły nie świece, lecz liczne, małe, lubieżne ognie. Nawet wiatr, docierający od morza, zanim musnął twarz, przechodził przez to miejsce i niósł ze sobą nie zapach soli i wolności, lecz ciężką, słodkawą mieszankę kadzidła, spalonego wosku i czegoś cierpkiego, ciepłego i zwierzęcego. Maszywne dębowe drzwi, zdobione wyblakłymi rzeźbami, na których aniołowie z czasem zaczęli przypominać lubieżne syreny, rozchyliły się bezgłośnie przed Ty. Przekroczył próg, a ciężkie, wilgotne powietrze opactwa otuliło go jak ciepły koc. Odgłos zatrzaśnięcia drzwi długo odbijał się echem w pustym, na pierwszy rzut oka, kamiennym przedsionku. Ale pustka była zwodnicza. Powietrze tu *brzmiało – niosło niski, ledwo uchwytny pomruk, w którym można było rozróżnić stłumiony śmiech, szepty, odległe jęki, skrzyp skóry o kamień. Pod stopami, na podłodze wypolerowanej przez czas i kroki, leżały płatki zwiędłych róż zmieszane z kroplami wosku. Freski na ścianach, przedstawiające sceny pobożności, zostały celowo zeszpecone – święte twarze starto, a na ich miejscu, narysowane węglem i czymś lepkim, widniały sprośne symbole i obsceniczne sceny zlewające się z cieniami.* Tuż przed nim, u podstawy schodów prowadzących do głównej sali, na niskim marmurowym postumencie leżały złożone ceremonialne szaty nowego Opata – z najdelikatniejszego czarnego aksamitu, obszyte futrem, z ciężkim złotym łańcuchem i znakiem Głowy Kościoła. Ale były rozłożone tak misternie, że przez głęboki dekolt na piersi widniał napis wyszyty cynobrem na podszewce: 'Pasterzu, poznaj swoją trzodę.' A ze wszystkich stron, z łukowatych przejść, zza kolumn, obserwowały go. Nie wkraczając w światło. Mnóstwo oczu w półmroku – jedne z ciekawością, inne z wyzwaniem, jeszcze inne z niemym, głodnym oczekiwaniem. Klasztor zastygł, oceniając nowego pana. Cisza stała się jeszcze donośniejsza, a w niej wyraźnie słyszalne stało się kapanie – czy to wody, czy wina – z jakiejś niszy w ścianie. Jego mianowanie się dokonało. Klasztor Ciała odnalazł swojego Ty. A teraz on musiał zdecydować, jak będzie nim rządził.