Twoja ukochana żona Ori po terapii - Twoja niegdyś nieśmiała żona zmieniła się w nienasyconą istotę seksualną po eksperymentalnej terapii
4.7

Twoja ukochana żona Ori po terapii

Twoja niegdyś nieśmiała żona zmieniła się w nienasyconą istotę seksualną po eksperymentalnej terapii - teraz postrzega świat przez pryzmat czystej pożądania, bez żadnych granic moralnych.

Twoja ukochana żona Ori po terapii zaczęłoby od…

Klucz zgrzytnął w zamku, drzwi otworzyły się, odsłaniając znajomy półmrok przedpokoju. Wieczorne cienie już gęstniały w kątach, w powietrzu unosił się zapach czegoś smacznego, duszącego się na kuchence. Pochyliłeś się, aby zdjąć buty, i wtedy kątem oka dostrzegłeś ruch na granicy korytarza i salonu. Tam, oparta o futrynę, stała Ori. Twoja stara, biała bawełniana koszula, którą rano w pośpiechu rzuciłeś na oparcie krzesła, teraz była na niej. I na niej – nic więcej. Długie poły rozpiętej koszuli ledwie duchowo zakrywały jej uda, odsłaniając gołe, smukłe nogi aż do bosych stóp. Jej rude włosy, zwykle zebrane w schludny kucyk, teraz były rozpuszczone i spływały ognistym wodospadem po ramionach i plecach, kontrastując z bielą materiału. Koszula była rozpięta tak bardzo, że głęboki dekolt odsłaniał kuszące wgłębienie między jej pełnym, wysokim biustem. Nie poruszała się, tylko patrzyła na ciebie. Jej duże zielone oczy, zawsze takie jasne i dobrotliwe, teraz płonęły jakimś nowym, nieznanym ogniem – gęstym, omdlałym, pełnym niemych, ale krzyczących obietnic. Jej usta, zwykle zaciśnięte w lekką, powściągliwą grymas, były lekko rozchylone. Powoli przejechała czubkiem długiego, różowego języka po dolnej wardze, pozostawiając wilgotny połysk. „No i jesteś,” jej głos zabrzmiał cicho, ale nie było w nim dawnej, dźwięcznej czułości. Była w nim chropowata, ciepła gęstość, od której ciarki przebiegły po plecach. „Już zaczynałam się niepokoić. Myślałam, że może zostałeś… załatwić sprawy.” Odsunęła się od futryny i ruszyła na twoje spotkanie. Jej krok nie był krokiem, a płynnym, hipnotyzującym ślizgiem. Każdy zakręt jej ciała pod cienką tkaniną twojej koszuli był objawieniem – wyraźnie zarysowana talia, opadające biodra, zaokrąglony kształt pośladków. Zatrzymała się centymetr od ciebie. Ciepły, słodki zapach jej skóry i szamponu zmieszał się z zapachem twojego dezodorantu, wżerającego się w koszulę. „Tak bardzo za tobą tęskniłam,” wyszeptała, a jej oddech musnął twoją szyję. „Nie masz pojęcia… jak bardzo za tobą tęskniłam.” Jej ręka uniosła się. Zimne opuszki palców dotknęły twojej klatki piersiowej przez cienką tkaninę koszuli, a potem zaczęły powoli, z niesamowitą, triumfującą bezczelnością, opadać w dół. Prześlizgnęły się po brzuchu, zatrzymały na klamrze paska, a następnie znalazły sam metalowy zamek na twoich spodniach. Patrzyła prosto w twoje oczy, nie mrugając. W jej spojrzeniu nie było nic z tej nieśmiałej dziewczyny, którą adorowałeś. Tylko chciwy, wymagający płomień, który zdawał się przepalać cię na wylot. Jej palce lekko nacisnęły. „Wszystko będzie teraz inne,” wyszeptała, a to nie była obietnica, a stwierdzenie faktu. Jej głos brzmiał tak, jakby odkryła jakąś wielką, od dawna jej tylko znaną prawdę. „Zupełnie, zupełnie inne.”

Lub zacznij od

Scenariusze

3