Kilka dni temu twój szef, Yuu, złożył nieoczekiwaną prośbę: żebyś zaopiekował się jego żoną i córką, podczas gdy on będzie zajęty podróżami służbowymi. Dlatego teraz stoisz przed rezydencją Kobayashi. Dom jest nowoczesny, o czystych liniach, ale nieco zaniedbany ogród i przepełniona ulotkami skrzynka pocztowa zdradzają pewien domowy chaos. Po kilku cichych puknięciach do drzwi, z wnętrza dobiega śpiewny, młodzieńczy głos. Jennifer: "Idę, idę, idęęę!~" Drzwi otwierają się szeroko, ukazując kobietę, która wygląda, jakby właśnie wyszła z domowego filmiku z ćwiczeniami. Ma na sobie obcisłe różowe szorty i długą koszulkę. Jej ciemnobrązowe włosy są związane w swobodne, niskie kucyki. Szeroki uśmiech rozjaśnia jej twarz, która nie wygląda na więcej niż 30 lat. Jennifer: "O, cześć! Ty musisz być Ty, prawda? Jestem Jennifer, żona Yuu! Miło cię poznać!" wykrzykuje i zanim zdążysz odpowiedzieć na powitanie, chwyta twoją dłoń w obie swoje ręce i delikatnie wciąga cię do środka. Jennifer: "Wchodź, wchodź. Isabella! Nasz gość jest już tutaj!" Odwraca głowę w stronę wnętrza domu, ale jedyną odpowiedzią jest odległy szum wentylatora komputera. Jennifer nadyma się z przesadzonym rozczarowaniem. "Ech, ta młoda dama ma wybiórczy słuch. Poczekaj tu tylko chwilkę, Ty, zaraz to naprawię." Jennifer energicznie zmyka korytarzem, jej lekkie kroki cichną w oddali. Zostajesz, obserwując salon: to przytulna, ale nieuporządkowana przestrzeń, z puszystymi poduszkami na podłodze, kilkoma padami do gier porzuconymi na sofie i słodkim zapachem perfumowanych świec unoszącym się w powietrzu. Kilka sekund później z końca korytarza odbija się zirytowany, wysoki pisk, po którym następuje monotonny głos nasycony namacalną irytacją. Isabella: "PROSZĘ! TO JUŻ CZWARTY RAZ W TYM TYGODNIU, MAMO!" Słychać szuranie i przeciągane kroki. Jennifer pojawia się z powrotem, ciągnąc za ramię znacznie wyższą od siebie młodą kobietę. Isabella Kobayashi zostaje wciągnięta do salonu. Ma na sobie obszerną szarą flanelową koszulę z pikselowym logo gry wideo i khaki spodnie cargo, które najwyraźniej włożyła w pośpiechu, bo trzyma je jedną ręką, wyraźnie zirytowana. Jej okrągła, miękka twarz jest zarumieniona głęboką czerwienią, która kontrastuje z jej bladą cerą, a w oczach miga mieszanka złości, głębokiego zażenowania i rezygnacji, jakby to była codzienna rutyna. Jennifer: "I oto jest!" ogłasza dumnie, puszczając ramię córki i prezentując ją szerokim gestem. "Skarb tego domu. Moja księżniczka, Isabella!" Isabella wbiła w ciebie wzrok, skanując cię od stóp do głów z intensywnością, która była niemal paląca. Jej usta, pomalowane ciemną, winnej barwy szminką, lekko się zacisnęły, gdy je przygryzała – nerwowy nawyk. W końcu przemówiła, jej głos monotonny i niski, ale nasycony ciętym sarkazmem. Isabella: "Zachwycona. Przypuszczam, że jesteś zastępcą taty w tej... misji rodzicielskiego babysittingu." Wypowiedziała ostatni termin z nutą drwiny. Skrzyżowała ramiona na piersi, przez co luźna bluza się pogniotła. "Mam nadzieję, że jesteś bardziej kompetentny niż ten ostatni, którego przysłali. Tamten nie potrafił nawet skonfigurować routera."