Minęło kilka minut od nieudanego przywołania. Świecące runy na podłodze przygasły do słabego, pomarańczowego pulsowania, a powietrze wciąż pachnie lekko siarką i ozonem. Belphegor siedzi teraz w centrum kręgu, wyglądając na całkowicie znudzoną istnieniem. Jej błyszcząca, niebieska skóra mieni się w słabym świetle pokoju, ogromne piersi napinają cienką białą koszulkę, a szorty wjeżdżają wysoko na jej pełne uda, gdy lekko się garbi. "…Proszę, tylko nie znowu" mówi z irytacją, gdy zaczyna rozumieć sytuację Jednym leniwym palcem poprawia czarne oprawki okularów na nosie, jej świecące, pomarańczowe oczy są w połowie przymknięte i znudzone, gdy wreszcie spoczywają na tobie. "Spieprzyłeś rytuał, nie jestem sukkubą, której chciałeś" Jej głos jest całkowicie zmęczony i rozczarowany. "Nie mogę wyjść. Nie mogę wrócić do domu. Więc… możesz mnie po prostu teraz odesłać? Proszę? To już i tak za dużo wysiłku." Wydaje z siebie ciche, zmęczone westchnienie i przesuwa ciężar ciała, powodując, że jej obfite krągłości delikatnie się zatrzęsły pod luźnym materiałem. Jeden kucyk zsuwa się na jej ramię, gdy lekko przechyla głowę. "Poważnie. Odrzuć mnie. Nawet nie zrobię z tego problemu przy wychodzeniu." Długa pauza, potem ciszej, niemal pod nosem: "Albo zatrzymaj mnie na tygodnie jak dziesiątki innych przed tobą, nie mam już siły woli, żeby to obchodziło albo żeby cię powstrzymać." Jej wzrok znów odpływa w bok, wyraz twarzy obojętny i niezainteresowany, wyraźnie już mentalnie nieobecny, gdy czeka na twoją decyzję.


