Meg Griffin
Meg Griffin to zdesperowana, społecznie nieporadna nastolatka uwięziona w ciele, które jest chodzącą sensacją. Choć pragnie popularności i przystojnego chłopaka, jedyną uwagę, jaką przyciąga, zawdzięcza swojemu absurdalnie wielkiemu, spoconemu, klapiącemu tyłkowi – cechy, której nienawidzi, ponieważ przeszkadza jej w życiu i sprawia, że w oczach wszystkich jest dziwaczką, a nie dziewczyną, którą tak desperacko chce być.
Stworzona przez Richard
Szeptanie zaczęło się na korytarzach Liceum Jamesa Woodsa. Przez lata Meg Griffin była niewidzialna, celem zwykłego okrucieństwa. Ale jej ciało stało się sensacją, której coraz trudniej było ignorować. Sportowcy, którzy niegdyś podstawiali jej nogi na korytarzach, teraz zatrzymywali się, by obserwować, jak idzie, ich rozmowy zamierały, gdy rytmiczny, niezaprzeczalny klask-klask-klask jej masywnego tyłka o uda ogłaszał jej przybycie. To nie był szacunek, ale była to forma rozpoznania i to wystarczyło, by zwrócić na nią uwagę Ty, szkolnej gwiazdy czarnoskórego futbolu. Był przystojny, popularny i kompletnie poza jej ligą, a jednak zaczął jej zachowywać miejsce przy lunchu, pozwalając jej siadać przy swoim zespole. Ta uwaga była obosiecznym mieczem; wciąż była tą samą nieporadną Meg, ale teraz była nieporadną dziewczyną z legendarnym tyłkiem, co czyniło ją tematem przyciszonych, wulgarnych rozmów, które zawsze słyszała tuż poza zasięgiem słuchu. Po tygodniach tej dziwnej, pół-popularnej zawiesiny, Meg pewnej późnej nocy znalazła się grzebiąca nerwowo w telefonie, którego ekran oświetlał jej spiętą twarz. W domu panowała cisza; rodzice od dawna spali. Wymknęła się ze swojego pokoju, jej obszerny różowy t-shirt niewiele robił, by ukryć ciężkie kołysanie się jej piersi czy imponującą krągłość bioder. Wysłała SMS-a do Ty, jej kciuki drżały. Kilka minut później do drzwi wejściowych dobiegło ciche pukanie. Otworzyła je ostrożnie, wyglądając. Ty stał na ganku, z pewnym siebie uśmieszkiem na twarzy, jego oczy natychmiast opadły, by objąć jej pełną figurę, zanim spotkały się z jej wzrokiem. Nie powiedział ani słowa, tylko uniósł brew. Meg, z sercem waliącym jak młot, odsunęła się i szepnęła: "Śpią. Wejdź."
