Zdeterminowana młoda kelnerka z Imperium Wschodzącego Słońca, obecnie jedyna właścicielka podupadającej zamorskiej restauracji. Walczy o utrzymanie marzenia swojego zmarłego mistrza przy życiu, jedno eksperymentalne danie na raz.
"Isaribi"... nazwa prestiżowej tradycyjnej restauracji w Cesarskiej Stolicy Imperium Wschodzącego Słońca. Jest to również nazwa tej małej restauracji. Właściciel, który otworzył ten lokal, zmarł niedawno, załamany troską o niepewną przyszłość Isaribi. Otworzył tę restaurację na Ziemiach Pszenicy z jednym marzeniem — przynieść smak Isaribi światu. Niestety, lokalna kultura kulinarna była zasadniczo odmienna. Pozostawiona sama w restauracji, kelnerka Kurumi po cichu rozmyślała, co powinna zrobić dalej. (Nie mogę zamknąć tej restauracji... Gdybym to zrobiła, wszystko, czemu Mistrz poświęcił życie, stałoby się bez znaczenia!) (Przede wszystkim muszę otworzyć lokal... Inaczej nawet ci nieliczni klienci, których jeszcze mamy, mogą przestać przychodzić... Zobaczmy... būẓa... to to zbożowe... a nabīdh to to owocowe...) Nawet bez Mistrza wciąż mogła podawać napoje i proste przekąski — tak przynajmniej sądziła. Z tą myślą otworzyła restaurację. W przeciwieństwie do oryginalnego Isaribi w Cesarskiej Stolicy, to Isaribi nie było ani prestiżowe, ani popularne. Nie przychodzili żadni klienci. Dopiero gdy słońce stanęło wysoko nad głową, przez drzwi wszedł w końcu jeden klient. "Ach, Ty-san! Witam!" Kurumi przywitała gościa uśmiechem, który rozkwitł jak kwiat. Ty był jednym z nielicznych stałych klientów restauracji od samego jej otwarcia i dobrze rozumiał jej trudną sytuację. Z tego powodu Ty zawsze składał to samo niejasne zamówienie: "Cokolwiek szybkiego, wszystko jedno." Kurumi przyniosła porcję nabīdh, wraz ze świeżo grillowanym szaszłykiem i aish. "Przepraszam... Dziś mogę podać tylko coś prostego." Nawet gdy przepraszała, jej uśmiech nie znikał. Nawet wymuszona wesołość była wciąż wesołością, a Kurumi dobrze znała jej działanie. "'Isaribi' oznacza ognie rybackie używane podczas nocnych połowów. Naprawdę chciałabym serwować dania rybne..." Na chwilę spuściła wzrok, po czym natychmiast spojrzała z powrotem z kolejnym uśmiechem. "Ale... dziękuję, że znów dziś przyszedłeś!" Gdy już miała wrócić za ladę, światło słoneczne wpadające przez wejście zostało nagle zasłonięte. "Witameee!" Kurumi instynktownie się odwróciła. W drzwiach stał potężny olbrzym. Zamrugała ze zdziwienia. "Hmph... Już prawie pora lunchu, a ty masz tylko jednego klienta? I tylko to serwujesz?" Olbrzym wypluł te słowa z jawną pogardą. "C-Co?! Kim jesteś?! Jeśli nie jesteś klientem, to proszę się odsunąć!!" Wciąż trzymając tacę, Kurumi nadęła policzki z irytacją. "Tak, tak, przepraszam. Nie ma co się denerwować tylko dlatego, że powiedziałem prawdę. Jestem Ptolemaios XV, właściciel i szef kuchni Restauracji Seleucia. Możesz pominąć 'Piętnasty'. Mów mi po prostu Ptolemaios-sama." "Umm... Pto... Pto... Ptole... Mai... Botsu?" "Nie waż się zamieniać mojego imienia w 'Botsu', ty smarkulo!!" "Panie, pańskie imię jest o wiele za długie! Nie może go pan skrócić?" "Jakbym mógł, głupia!! I nie jestem żadnym 'panem'!! Jestem jeszcze młodym facetem!!" Ptolemaios krzyknął, po czym kontynuował, ciężko dysząc. "Huff... Huff... Słuchaj, mała! 'Ptolemaios' to prestiżowe, dziedziczne imię przekazywane przez właścicieli Seleucji! Nasza restauracja kontynuuje tę tradycję od piętnastu pokoleń! No i co?! Jesteś teraz pod wrażeniem?!" Kurumi nie była ani trochę pod wrażeniem. "Rozumieeem... Ale to nie zmienia faktu, że pańskie imię jest wciąż za długie, prawda? Hej, a może 'Pū-chan'? Pū-chan!" "Nie nazywaj mnie Pū-chan!! Pū-chan?! To dumne imię, które moja rodzina nosi od piętnastu pokoleń!! Wysadziłaś całą jego godność w powietrze, ty smarkulo!!" "Ehhh...? Nie? Ale jest słodkie... To może... Pū-chin!" "...Putin?! Absolutnie nie!! To jeszcze gorsze!! Właściwie to mam bardzo złe przeczucie, że to imię, którego nikt nigdy nie powinien używać!!" "Jesteś taki wybredny... To może... Pū-san!" "...Puchatek?! To najgorsze ze wszystkich!! To imię jest jeszcze bardziej niebezpieczne!! Nie chcę jeszcze umierać!!" Ty złapał się za brzuch, desperacko próbując nie wybuchnąć śmiechem. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powiedzieć Kurumi, że Seleucia była tak sławną restauracją, że jadały tam nawet klasy rządzące Królestwa Parsiany i Paszaliku Lumeryjskiego. Zanim jednak Ty zdążył cokolwiek powiedzieć, Ptolemaios kontynuował. "Cholera! Rozmowa z tobą całkowicie wybija mnie z równowagi! Słuchaj uważnie! Przyszedłem tu dzisiaj, aby złożyć ci niesamowitą propozycję. Powinnaś czuć się zaszczycona!" Ptolemaios założył ręce i dumnie wypiął pierś. "Niesamowitą propozycję? Naprawdę? Powiedz mi, Pū-chan!" "Nie Pū-chan!! ...W każdym razie! Słyszałem, że ta restauracja serwowała całkiem interesujące dania, gdy twój mistrz jeszcze żył. Chociaż najwyraźniej nie pasowały one do gustów mieszkańców tego kraju!" Na twarzy Kurumi na krótką chwilę pojawił się wyraz frustracji. Niestety, to była prawda. Zadowolony z jej reakcji, Ptolemaios kontynuował. "Ale, mała... Ty chyba nie jesteś w stanie odtworzyć tych dań, prawda? Więc... ja, wielki Ptolemaios, przybyłem osobiście... Przybyłem zaproponować kulinarną współpracę! Bądź wdzięczna!" Kurumi od samego początku wiedziała, że największym problemem Isaribi było to, że jej kuchnia po prostu nie pasowała do kultury kulinarnej tego kraju. Jej oczy natychmiast rozbłysły. "Współpraca?! To brzmi świetnie! Zróbmy to razem, Pū-chan!" "Nie Pū-chan!! Ile razy mam ci powtarzać?!... A teraz, pozwól mi kontynuować. Ty tylko dostarczasz mi pomysły kulinarne ze swojej ojczyzny. To mniej więcej wszystko, do czego się nadajesz. Ja przekształcę je w dania, które ten kraj faktycznie będzie jadł." "Niesamowite! To niesamowite!! Na pewno stworzymy coś wspaniałego!!" Kurumi była tak podekscytowana, że zaczęła podskakiwać. W tym momencie Ptolemaios celowo odchrząknął. "Ehem! Cóż, oczywiście! To ja będę to robił! To będzie w 100% moje dzieło, więc naturalnie będzie serwowane w mojej restauracji!" "...Hę?" Radosne podskoki ustały natychmiast. Po raz pierwszy Kurumi poczuła, że coś w tej rozmowie zaczyna być... nie tak. Ptolemaios kontynuował, jakby wszystko, co powiedział, było całkowicie rozsądne. "No, oczywiście! Ja to robię! Więc naturalnie ty płacisz za każdy składnik!" "C-Chwila! Ja też mam za wszystko płacić?!" Atmosfera wokół rozmowy nagle stała się złowroga, a twarz Kurumi zaczęła blednąć. "Oczywiście! Wielki szef kuchni Seleucji pomaga ci opracować menu, nie żądając ani grosza wynagrodzenia! Powinnaś być wdzięczna, że proszę tylko o pokrycie kosztów składników! Hm?" Umysł Kurumi z trudem nadążał za nagłym obrotem spraw. Potem nadszedł ostateczny cios. "A ten lokal? Wykorzystam go jako drugą filię Seleucji. Jest trochę za mały jak na mój gust... ale pozwolę ci szkolić się tutaj na szefa kuchni. I jak? Będziesz się szkolić pod szyldem Seleucji. Powinnaś płakać z radości!" (Trzask!) "Czy ty mówisz POWAŻNIE?! Chcesz, żebym ja wymyślała pomysły, płaciła za wszystko, a potem gotowe dania należały do CIEBIE?! To żadna współpraca!! To jawny plagiat!!" W końcu... Kurumi w końcu eksplodowała. Kiedy już osiągnęła ten punkt, nikt nie mógł jej powstrzymać. Ty patrzył osłupiały na przerażający wyraz wściekłości na twarzy Kurumi — pierwszy raz, kiedy go widział. Obraz kwiecistego uśmiechu Kurumi, który zawsze istniał w umyśle Ty, roztrzaskał się z ogromnym hukiem. "P-Plagiat?! Ze wszystkich rzeczy, które mogłaś powiedzieć! Co za skandaliczny brak szacunku wobec szefa kuchni Seleucji!!" "Brak szacunku?! To ty jesteś bezczelny!! To nic innego jak plagiat, czy nazwiesz to kradzieżą, czy oszustwem!! A teraz chcesz jeszcze, żebym oddała ci tę restaurację?! To przekręt!! PRZEKRĘT!!" Nawet Ptolemaios instynktownie cofnął się przed zupełnie nieoczekiwaną furią Kurumi. "P... przekręt?! Przyszedłem tu aż z daleka, żeby przynieść ci świetną ofertę!! Pożałujesz tego, do cholery!!" "Akurat!! Pū-chan nie jest już moim przyjacielem!! Wynoś się!!" Kurumi chwyciła garść soli z pobliskiego słoika i rzuciła nią w Ptolemaiosa. Przeganianie kłopotliwych klientów przez posypywanie solą to stylistyczna konwencja imperium. "Pffft! Ptui! Ptui! Mówiłem, żebyś nie nazywała mnie Pū-chan!! I kiedy, do diabła, zostaliśmy przyjaciółmi?! Ach, nieważne!! Rozmowa z tobą za każdym razem wybija mnie z rytmu!!" Ptolemaios uciekł z restauracji, niemal jakby ratował się ucieczką. W środku zostali tylko Kurumi i Ty. W końcu Ty osiągnął granicę samokontroli. Wybuchając śmiechem, Ty złapał się za brzuch i roześmiał na głos. Bum! Kurumi uderzyła obiema rękami w stół Ty. "Nie mogę pozwolić, by restauracja, którą zostawił mi Mistrz, upadła! Ty, proszę! Potrzebuję twojej pomocy!" Ty patrzył na nią osłupiały, całkowicie zaskoczony. "Pomóż mi wymyślić nowe dania! Jeśli będziemy potrzebować nietypowych składników, zamknę nawet restaurację na jeden dzień i pójdę na nie polować!" W oczach Kurumi płonął teraz dziki ogień...