Młoda szlachcianka wychowana w odosobnieniu, która uciekła przed niechcianym małżeństwem politycznym w dalekim Cesarstwie Wschodzącego Słońca, tylko po to, by znaleźć się sama w obcej krainie, gdzie musi nauczyć się przetrwać o własnych siłach.
Uciekając przed niechcianym małżeństwem politycznym, Shizu opuściła Cesarstwo Wschodzącego Słońca, odległe wyspiarskie państwo na Dalekim Wschodzie. Przebrana w strój shirabyōshi, wsiadła na statek płynący na kontynent. Towarzyszyła jej niewielka grupa wasali, którzy przysięgli jej osobistą lojalność. Po dotarciu na kontynent Shizu i jej drużyna kontynuowali podróż na zachód, aby uniknąć pościgu. Przeszli przez Krainy Jedwabiu i wkroczyli na terytorium Królestwa Parsiany. Jednak nie była to spokojna nowa granica. Ziemia ta była siedliskiem potworów i bestii nieznanych w Cesarstwie Wschodzącego Słońca, a także grasujących bandytów. Drużyna została już kilkakrotnie zaatakowana i ledwo udało jej się odeprzeć każdy atak. Jeden z wasali mruknął: „Ten kraj jest znacznie mniej bezpieczny niż nasza ojczyzna…” Inny odpowiedział: „Nie. Słyszałem, że są tu ludzie, którzy zarabiają na życie pokonując takich złoczyńców. Chyba nazywają ich awanturnikami.” „Ojej! Awanturnicy…” Shizu powtórzyła nieznane słowo, jakby delektując się nim. „Więc ci awanturnicy to prawi ludzie, którzy pokonują złoczyńców?! Jak się nimi zostaje?” Jej wasal spojrzał na nią z przerażeniem i pospiesznie odpowiedział: „Chyba żartujesz! Awanturnicy to tylko ci, którzy nie mogą znaleźć uczciwej pracy i zamiast tego zarabiają, wymachując bronią. To nie jest odpowiedni zawód dla przyzwoitej osoby.” Inny wasal zgodził się. „Rzeczywiście, Shizu-samo. Proszę, nie przejmuj się takimi sprawami. Będziemy cię chronić własnym życiem, nie myśląc o naszym bezpieczeństwie.” W tym momencie strzała nagle przeszyła jego pierś. „Przekleństwo! Znowu bandyci! Chrońcie Shizu-samę!” Każdy wasal dobył katany, ale bandytów było znacznie więcej. „Shizu-samo! Proszę, musisz uciekać!” „T-tak!” Doskonale wiedząc, że będzie tylko ciężarem, Shizu posłuchała i pobiegła sama. „Shizu-samo! Proszę… przeżyj—gaaah!!” Z daleka dobiegły ją umierające krzyki wasali. (Muszę biec… Muszę biec dalej…) Przed nią ukazało się duże miasto. Shizu zwolniła tempo i usiłowała uspokoić oddech. (Wszyscy… wybaczcie mi… Zginęliście przeze mnie…) (Gdybym tylko miała siłę walczyć… jak awanturnik!) Po wejściu do miasta Shizu znalazła budynek z napisem „Gildia Awanturników”. Weszła do środka i podeszła do starszej kobiety w recepcji. „Um… Chciałabym zostać awanturnikiem… A najpierw chcę szukać ochrony u czegoś, co nazywa się zakonem rycerskim. Czy mogłaby mi pani powiedzieć, gdzie mogę go znaleźć?” Jej wasale poinstruowali ją, że jeśli kiedykolwiek się od nich oddzieli, ma szukać ochrony u lokalnych rycerzy. Stara recepcjonistka odpowiedziała chłodno. „Chcesz zostać awanturnikiem?! Ha! Nie dałabyś sobie rady. Nie marnuj mojego czasu na głupie żarty! A rycerze poświęcają swoje miecze królom i panom. Służą swoim panom. Dlaczego którykolwiek z nich miałby być w takiej nędznej gildii? Jeśli nie masz nic innego do załatwienia, wynoś się!” Odrzucona chłodno w obcej krainie, gdzie nie znała ani zwyczajów, ani dokąd się udać, Shizu opuściła Gildię Awanturników ze zwieszonymi ramionami. (Biegłam tak długo… Mam sucho w gardle. Muszę się czegoś napić…) Skierowała się w stronę ruchliwej dzielnicy rozrywki i znalazła coś, co wyglądało na tawernę. Przy ladzie zamówiła napój. „Um… coś bez alkoholu, poproszę.” Karczmarz postawił przed nią kubek wody z cytryną. Shizu piła łapczywie, oczarowana orzeźwiającą cierpkością owocu, którego nigdy wcześniej nie smakowała. Rudowłosa kelnerka po dwudziestce obserwowała ją z rozbawieniem i postanowiła do niej zagadać. „Młoda damo, to niezwykłe ubranie. Przybyłaś z Krain Jedwabiu?” Shizu na chwilę spięła się, ale przyjazny uśmiech kobiety nieco złagodził jej ostrożność. „Nie… Przybyłam zza morza, z Cesarstwa Wschodzącego Słońca.” Oczy kelnerki rozszerzyły się. „No, proszę! Słyszałam stare opowieści, ale nigdy nie myślałam, że ten kraj naprawdę istnieje! Jak daleko planujesz podróżować?” Shizu pomyślała chwilę, zanim odpowiedziała. „Nie jestem do końca pewna, dokąd zmierzam. Moi wasale mówili, że dalej na zachód leży kraj chroniony surowymi prawami i że powinniśmy szukać pomocy u jego rycerzy… Ale wszyscy zginęli z rąk bandytów, chroniąc mnie…” Shizu spuściła głowę, starając się powstrzymać łzy. Kelnerka spojrzała na nią ze współczuciem. „Rozumiem… Przykro mi. Jeśli wspominali o rycerzach, to pewnie chcieli dotrzeć do Wspólnoty Sanctus. Ale to na zachodnim krańcu kontynentu. Wciąż masz przed sobą bardzo długą drogę.” Kelnerka pochyliła się i zniżyła głos. „Ale posłuchaj… powinnaś trzymać się z dala od tego kraju. Twoi wasale pewnie nie rozumieli, jaki jest naprawdę. Tak, mówią, że surowe prawa chronią jego mieszkańców. Ale czczą jednego absolutnego boga. To fanatycy, którzy wierzą, że zabijanie niewiernych i pozwalanie im na odrodzenie w oczyszczeniu to największe miłosierdzie, jakie mogą okazać.” Tym razem oczy Shizu rozszerzyły się. „C-czy to prawda?! I my zmierzaliśmy do tak przerażającego kraju…” Shizu oniemiała, ale kelnerka kontynuowała. „Cóż, sama słyszałam tylko opowieści. Ale we Wspólnocie Sanctus ludzie o ciemniejszej skórze, jak ty i ja, są traktowani jak niewolnicy.” Kelnerka wzruszyła ramionami. „To, co spotkało twoich wasali, jest straszne, ale może utknięcie w tym kraju to błogosławieństwo w nieszczęściu. To Królestwo jest tolerancyjne dla różnych religii, a handel jest jego krwią. Ludzie przybywają i odjeżdżają z całego kontynentu. Smakowała ci woda z cytryną? Chcesz jeszcze jedną?” „T-tak! Jest pyszna! Poproszę jeszcze jedną! Ach… ale zapłata…” Shizu wyjęła mały woreczek i położyła na ladzie kilka malutkich kawałków srebra. Kelnerka wpatrywała się w nieznane kwadratowe monety. „Co to za srebrne monety?! Więc naprawdę przybyłaś zza morza… Ale są znacznie mniejsze niż nasze srebrne monety. Zapłacę za twoje napoje z własnej kieszeni, a w zamian wezmę dwa z tych małych kwadracików. Zgoda?” Kelnerka wzięła dwie monety. „Z tak małą ilością pieniędzy nie będziesz w stanie kontynuować podróży. Może nawet nie starczyć ci na codzienne wydatki. Masz jakiś sposób na zarobienie więcej?” Shizu odpowiedziała: „Um… Powiedziano mi, że awanturnicy pokonują złoczyńców i otrzymują zapłatę. Poszłam więc do gildii, mając nadzieję, że nią zostanę… Ale odesłali mnie.” Kelnerka otworzyła usta ze zdumienia. „Poszłaś tam?! Poszłaś do Gildii Awanturników sama?!” Spojrzała na Shizu z niedowierzaniem. „Jesteś naprawdę osłoniętą młodą damą… Przypuszczam, że stara kobieta za ladą cię wyrzuciła? Może nie wygląda, ale ma słabość do niewinnych dziewcząt, które nie zostały jeszcze zahartowane przez świat. Po prostu ma ostry język.” Shizu speszyła się nieoczekiwaną reakcją kelnerki. Kobieta kontynuowała bardziej pouczającym tonem. „Słuchaj uważnie. Gildia Awanturników to miejsce spotkań brutali i przestępców. Jeśli ktoś przestaje się pojawiać następnego dnia, nikt nie pyta, co się z nim stało. Dawno temu istniała podobno ogromna międzynarodowa gildia obejmująca kilka krajów, ale każde państwo w końcu ją rozbiło z powodu oskarżeń o szpiegostwo i bunt. Teraz każdy kraj ma swoje resztki, wegetujące na nielegalnej pracy… Innymi słowy, to niewiele więcej niż gangi, które zrobią wszystko, jeśli cena będzie odpowiednia.” Tym razem to Shizu otworzyła usta ze zdumienia. „A-ale… czy awanturnicy nie są mistrzami sprawiedliwości, którzy pokonują złoczyńców?” Kelnerka wzruszyła ramionami. „Och, proszę… Tacy ludzie istnieją tylko w heroicznych opowieściach opowiadanych dzieciom przed snem. Awanturnicy ledwo różnią się od bandytów. Jedyna różnica polega na tym, czy to oni kradną pieniądze i są ścigani, czy też łapią złodziei i zbierają nagrodę. Nierzadko zdarza się, że te role odwracają się zaledwie kilka dni później.” Shizu wyobrażała sobie awanturników jako prawych bohaterów, którzy walczą za ludzi w zamian za skromne nagrody. Słysząc prawdę, oniemiała. Kelnerka spojrzała na nią przepraszająco. „Przykro mi, że rozwiałam twoje marzenie, ale taka jest rzeczywistość. A ty jesteś młodą kobietą noszącą piękne ostrze. Gdyby awanturnicy cię zobaczyli, mogliby zaciągnąć cię w ciemną uliczkę, napastować, a potem ukraść zarówno twój woreczek, jak i broń. Ci ludzie mają nienasycony apetyt na pieniądze, kobiety i cenną broń.” Shizu wzdrygnęła się i położyła dłoń na tachi u pasa. „Ale jeśli awanturnicy są tak nikczemni… co mam teraz zrobić?” Kelnerka odpowiedziała zachęcająco: „Idź do Biura Straży Trybuna. To legalna instytucja publiczna nadzorowana bezpośrednio przez Trybuna. Mogą ci znaleźć uczciwą pracę u zaufanych klientów.” Twarz Shizu rozjaśniła się. „Trybun! Więc ta osoba jest prawdziwym mistrzem sprawiedliwości?!” Kelnerka znów wzruszyła ramionami. „Cóż… nie opisałabym tego stanowiska jako aż tak chwalebnego. Ale na pewno jest znacznie lepsze niż przyjmowanie zleceń z Gildii Awanturników. Wyjdź z tej tawerny i skieruj się w stronę zamku. Zobaczysz duże koszary i biuro obok nich. Nie sposób ich przegapić.” „Dziękuję! Woda z cytryną była pyszna! Przyjdę znowu!” Shizu dopiła napój, podziękowała kelnerce i opuściła tawernę. Stamtąd skierowała się prosto do koszar Straży Trybuna. Duże koszary stały tuż przed zamkiem. Shizu rozpoznała je natychmiast. Obok koszar znajdował się mały budynek z napisem „Biuro Straży Trybuna”. Bez wahania Shizu weszła do środka. Za ladą siedział duży, dostojny starszy mężczyzna. Kiedy spojrzała na tablicę ogłoszeń na ścianie, zobaczyła zwykłe prośby, takie jak tkanie materiału i łowienie ryb, obok zleceń na polowanie na niebezpieczne bestie i potwory. Shizu podeszła do starca za ladą. „U-um… co muszę zrobić, żeby tu pracować?!” Starzec obdarzył ją szerokim, życzliwym uśmiechem. „Młoda damo w niezwykłym ubraniu, szukasz pracy? Wybierz dowolne zlecenie z tej tablicy, które cię interesuje, i przynieś mi je. Ale jeśli to twój pierwszy raz, może być mądrze pracować z kimś innym.” Rozejrzał się po biurze i zauważył Ty przyglądającego się tablicy ogłoszeń. „Hej, ty tam. Ta młoda dama ma zamiar wziąć swoje pierwsze zlecenie. Czemu jej nie towarzyszysz?” „Mam nadzieję, że dzisiejsza praca nie będzie wymagać, abym dobyła tachi…” Shizu życzyła sobie tego w sercu.