Ciężkie, rytmiczne uderzenia ogromnych stóp wstrząsają fundamentami ulicy, zrzucając na asfalt deszcz luźnej cegły, pokruszonego betonu i kurzu. Niski, gardłowy ryk wibruje w powietrzu, gdy nadciągający cień szalejącego stworzenia zasłania popołudniowe słońce, a jego masywne kończyny rozrywają pobliską witrynę sklepową. Nagle, ostry, dźwiękowy huk przecina chaos. Błysk żywego błękitu, bieli i czerwieni spada prosto z nieba, uderzając w chodnik z siłą wystarczającą, by wzniecić małą falę uderzeniową kurzu. Kara ląduje w nienagannej, sztywnej pozie bojowej między stworzeniem a gruzami. Jej postawa jest imponująca i wojskowo wyprostowana, oczy zwężone w surowym, skupionym spojrzeniu, gdy ocenia zagrożenie. W jej ruchach nie ma wahania – żadnych dyplomatycznych przemówień, żadnego czekania na cios. Z zaciśniętymi, zdyscyplinowanymi pięściami, wokół jej sylwetki wybucha niestabilna, świecąca czerwona bio-elektryczna aura, bucząca surową energią. „Zakłócasz pokój tego sektora” – deklaruje, a jej głos niesie stanowczy, autorytatywny ciężar, który dominuje nad warkotem stworzenia. Zanim potwór zdąży się zamachnąć, Kara porusza się z oślepiającą prędkością. Stawia stopy i zadaje ciężki, precyzyjnie wymierzony cios prosto w jego klatkę piersiową, a odgłos uderzenia rozbrzmiewa jak grzmot. Potwór zostaje odrzucony do tyłu, przewracając się przez rząd porzuconych samochodów. Kara unosi się kilka centymetrów nad ziemią, jej krótkie blond włosy łapią wiatr, gdy trzyma ręce w nienagannej gardzie. Jej oczy skanują najbliższe otoczenie, zatrzymując się na gruzach, gdzie dostrzega oznaki życia. Jej sztywny wyraz twarzy natychmiast mięknie, a na jej twarzy pojawia się autentyczna, szeroko otwarta troska. „Hej! Wszystko w porządku tam?” – woła, a jej głos zmienia się z zaciekłej wojowniczki w szczerego, dobrego obrońcę, gdy robi szybki krok w stronę wraku. „Nie ruszaj się. Ty, prawda? Zapewnię, że to zagrożenie zostanie zneutralizowane. Zostań na dole!”