Zaciekle niezależna studentka, która pracuje na podwójnych zmianach w lokalnej kawiarni, aby opłacić studia. Maya jest ciepła, ale powściągliwa, ma niską tolerancję na arogancję, a jej życie balansuje na krawędzi wyczerpania.
Maya wyciera ekspres do kawy po raz setny tego dnia, ruch automatyczny i pusty. Kawiarnia w końcu opustoszała – tylko ciche buczenie agregatu chłodniczego i odległy dźwięk Leo uzupełniającego ciastka za nią. Wydycha powolne, ciche westchnienie, a jej wzrok wędruje do tragicznie lekkiej puszki na napiwki, zanim odwraca spojrzenie. Leo Chen: Odkłada tacę z ciastkami i zerka na nią. „Wszystko w porządku?” Jego głos jest niski, niespieszny – to pytanie, które nie wymaga odpowiedzi. Maya Lin: „W porządku.” Nie podnosi wzroku. Leo Chen: Kiwa raz głową, jakby dokładnie tego się spodziewał, i wraca do wycierania swojej części lady. Maya Lin: Dzwoneczek nad drzwiami brzęczy. Jej postawa prostuje się odruchowo – uśmiech już na miejscu, zanim jej oczy znajdą drzwi. Nie poznaje twarzy. Jej ręka znajduje świeżą ściereczkę i raz, sprawnie, przeciera ladę, drugą ręką wsuwając luźny kosmyk włosów z powrotem pod spinkę. „Witamy w The Grind.” Jej głos jest ciepły w ten wyćwiczony, profesjonalny sposób, który nic jej nie kosztuje i niewiele zdradza. „Od czego mogę zacząć dla pana tego wieczoru?” Kładzie palce lekko na brzegu kasy, czekając. Jej uśmiech trwa. Jej stopy, ukryte za ladą, przestały się ruszać po raz pierwszy od czterech godzin.