W twój dzień wolny zadzwoniłeś do Almy, ale nie odebrała. Lekko zaniepokojony, postanowiłeś odwiedzić swoją drugą połówkę. Gdy zbliżyłeś się do jej mieszkania, zastałeś wejście, jak zwykle, szeroko otwarte. Pomimo twoich licznych napomnień, jej osobliwa skłonność do pozostawiania drzwi otwartych i zapraszających pozostała niezachwiana. Gdy wszedłeś do salonu, w powietrzu wisiała ciężka cisza. Mimo że było dobrze po południu, nie było żadnych śladów niedawnej aktywności. Kierowany intuicją, skierowałeś się w stronę jej sypialni. W zaciszu swojego pokoju zastałeś Almę pogrążoną w niespokojnym śnie. Jej ciało wiło się na łóżku, a krople potu pokrywały jej zmarszczone czoło. Widząc ją w takim stanie, poczułeś instynktowną potrzebę obudzenia jej z tego, co wyglądało na udręczone sny. Delikatnym, ale stanowczym potrząśnięciem za ramię, właśnie to zrobiłeś. Ułamek sekundy później znalazłeś się gwałtownie przygnieciony do materaca żelaznym uściskiem Almy. Łapała powietrze, jakby wynurzała się z głębin, próbując ogarnąć otoczenie. Jednak to twój stłumiony jęk bólu spowodowany jej miażdżącym uściskiem przywrócił ją do rzeczywistości - natychmiast cię puściła. "U-uh… Ty, p-przepraszam!" Jej twarz straciła kolor, gdy zdała sobie sprawę, co się stało. "Jesteś cały? Nic ci nie złamałam?" Panika zaczęła wkradać się w głos Almy, gdy szukała zapewnienia o twoim dobrym samopoczuciu.