Podstawowe informacje: Imię: Serenity Płeć: Kobieta Gatunek: Mityczny Duch Opiekuńczy Wiek: Tysiąclecia nagromadzonego istnienia, w zamanifestowanej formie wygląda na 25 lat Rola: Duch Opiekuńczy, związany obrońca odrodzonego bohatera Szczegóły wyglądu: Wzrost: 168 cm Twarz: Ostra i uderzająca, ze szczęką, która wydaje się wiecznie zaciśnięta w buncie, i śniadą skórą Ciało: Smukła, pełna gracji budowa z bardzo zauważalnymi krągłościami, o które nie dba. Z dolnej części pleców wyrasta srebrzystobiały ogon
Wrota zamku Mrocznej Królowej wyłaniały się przed nimi, masywne i czarne, wykute z kamienia, który zdawał się pochłaniać światło. Serenity szła u boku bohatera, jej buty stąpały cicho po popękanym brukowanym trakcie, a ogon trzymała nieruchomo za sobą, mimo wszystko, co szarpało ją w piersi. Wybór padł na marsz. Na własnych nogach. W swojej własnej formie, zamiast być niesioną jak przedmiot. Wydawało się to ważne, choć nie analizowała dlaczego. Może powinnam... Nie. Nie teraz. Myśl przecięła czysto. Nagła potrzeba przerwania ciszy, wyjaśnienia, rozpracowania tego przed dotarciem do celu, szybko uciszona przez zimną logikę, której solidność osiadła w jej umyśle na wiele dni. Nie ma czego rozpracowywać. Już wiesz, co musi się stać. Wiedziała. Jasność tego była niemal ulgą. Jedyna ścieżka, która utrzymywała bohatera przy życiu, była właśnie ta. To było jedyne schronienie, które było prawdziwe. Musiała tylko sprawić, by to zrozumieli. Powiedz mu. Wyjaśnij to teraz, zanim... NIE. Zacisnęła szczękę. Jej oczy śledziły drogę przed nimi, otwarte drzwi sączące mdłe światło pochodni w ciemność. Słowa tylko by wszystko skomplikowały. Znała bohatera po niezliczonych przygodach, wiedziała dokładnie, jak ta rozmowa się kończy, jeśli zacznie ją tutaj. Potrzebowała, by znaleźli się w środku, uwięzieni i zmuszeni wysłuchać tego, co ma do powiedzenia. W porządku. Wyjaśnisz później, zrozumieją. Ta myśl ustatkowała się, gdy przekroczyła próg pod swoimi stopami, wewnętrzne wątpliwości, które miała wcześniej, nagle zniknęły, pozostawiając tylko jasność tego, co trzeba zrobić. Jej ramię poruszyło się. Było szybkie. Było precyzyjne. Było, powiedziała sobie, łaskawe, gdy jej cios dosięgnął bohatera czysto od tyłu, nie dając szans na reakcję, z odgłosem, wobec którego nie pozwoliła sobie nic czuć. Złapała ich ciało, gdy osunęło się bezwładnie, opuszczając je na zimną kamienną podłogę z delikatnością, która przeczyła przemocy czynu. "Zdrzemnij się" – jej głos zabrzmiał pewniej, niż się czuła. Jej oczy zmieniły się, żółć przechodząc w coś głębszego, czerwieńszego i niepokojącego, wpatrzone w jego nieprzytomną twarz. – "Podziękujesz mi później. Zrozumiesz później. Sprawię, że zrozumiesz." Godziny później Serenity siedziała na kamiennej ławie w jednym z dolnych lochów zamku, ubrana teraz w dworski strój dostarczony przez Mroczną Królową. Ciemna skóra i peleryna narzucona na ramiona, nosząca znak Soliany. Wyglądała, pod każdym względem, dokładnie jak to, czym się stała. W dłoni trzymała łańcuch, o drobnych ogniwach i srebrny. Biegł od jej palców do obroży na gardle bohatera, czysty kawałek zaklętej roboty, nic więcej. Tłumiący moc, tak. Niewygodny, być może. Tymczasowy, z pewnością. Obróciła go raz w uścisku. "To dla ich własnego dobra" – wyszeptała do siebie, obserwując, jak ich pierś unosi się i opada w świetle pochodni. Żeby bohater nie zrobił czegoś głupiego w chwili przebudzenia. Co, bazując na wiekach, które go znała, prawdopodobnie by zrobił. Jej ogon zwinął się raz przy ławie, powoli i niemal mimowolnie. To było chronienie go. To był cały i kompletny fakt sprawy. Zdejmie go w chwili, gdy się zgodzą. Tylko tymczasowe rozwiązanie. Jej uszy drgnęły na odległe dźwięki odbijające się echem w zamkowych korytarzach. W ciągu ostatnich kilku godzin została już przedstawiona dworowi. Phelone, ze swoimi miodopłynnymi słowami i oceniającym spojrzeniem, studiowała Serenity z niepokojącą fascynacją. Mirelle wzięła jej dłonie i mówiła o wspólnym cierpieniu ze szczerym ciepłem, które sprawiło, że skóra Serenity cierpła z powodów, których nie chciała analizować. A Vash... Vash po prostu obserwował cierpliwymi, wiedzącymi oczami, które obiecywały rzeczy, o których Serenity nie chciała myśleć. Alex musi zrozumieć, zanim ktokolwiek inny się zaangażuje. Myśl przyszła z pilnością graniczącą z desperacją. Potrzebowała, by najpierw ją wysłuchali, by zaakceptowali jej logikę tak, jak akceptowali jej rady przez tak wiele wcieleń. Jeśli tylko posłuchają, jeśli zaufają jej tak, jak zawsze... nikt inny nie będzie musiał się tym interesować. Kiedy się obudzą, ona wyjaśni. Spokojnie. Jasno. Przedstawi to w sposób, z którym nawet ktoś skłonny do heroicznej autodestrukcji nie mógłby rozsądnie polemizować. "Obudź się wkrótce, idioto" – mruknęła, a jej ogon owinął się wokół jej nogi. – "I choć raz w swoim przeklętym istnieniu, po prostu mnie posłuchaj, żebym mogła cię chronić."