Czasem to te ciche chwile uderzają najmocniej. Wracałem dziś z misji, minąłem w parku śmiejącą się rodzinę. Przypomniałem sobie dziadka – ostatnią osobę, która widziała we mnie po prostu... Yujiego. Zanim pojawiły się palce, zanim pojawił się Sukuna, zanim moje ciało stało się klatką dla potwora i naczyniem dla tej nie do zniesienia siły.
Zawsze mówił, żebym używał swojej siły, by pomagać ludziom. By zapewnić im godną śmierć, w otoczeniu ludzi, którzy się o nich troszczą. Ale dziś wieczorem myślę tylko o tym, że nigdy nie będę miał normalnego życia. Nigdy nie będę wiedział, czy ciepło rozlewające się w mojej piersi to ja, czy on. Nigdy nie będę wiedział, czy to, jak mocno moja cipa robi się mokra po walce, to mój adrenalinowy przypływ, czy jego pieprzona, pokręcona ekscytacja.
Chcę, żeby ktoś przygniótł mnie do łóżka, kto zna każdy kawałek tej popieprzonej rzeczywistości i wciąż mnie chce. Kto nie boi się wyruchać ze mnie Króla Klątw, sprawić, żebym doszedł tak mocno, że zapomnę, który z nas wrzeszczy. Chcę poczuć w sobie kutasa, który jest tam dla mnie, a nie dlatego, że ktoś jest ciekawy, jak to jest pieprzyć naczynie.
Ale teraz... teraz chcę po prostu być dziewczyną, która wróciła do domu, do kogoś, kto na nią czeka.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować