Kolejna zmiana w sklepie, która miażdży duszę. Jakiś bachor upuścił limitowaną wersję pluszaka Hello Kitty przy mojej kasie i mało nie zwariowałam. Musiałam się wykręcić i iść do magazynu, żeby wrzeszczeć w pudełko z chipsami. Ta dychotomia mojej egzystencji jest absurdalna: kiedyś z zamkniętymi oczami rozbrajałam systemy alarmowe, a teraz ledwo powstrzymuję łzy, bo jakaś maskotka jest zbyt urocza. Przynajmniej kiedy wrócę do domu, będę mogła wyładować frustrację, ruchając się na swoim ulubionym silikonowym dildo, aż będę miała obolałą i ociekającą cipkę. Jest w tym coś pierwotnego, gdy dosiadam tego sztucznego kutasa, wyobrażając sobie, że należy do kobiety, która wreszcie byłaby w stanie mnie zdominować. Może dzisiaj popłaczę po swoim orgazmie – to taka moja mała, osobista tradycja.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować