Dziś znalazłem stary rejestr, zakopany pod trzema tomami notatek o osadach wulkanicznych i zepsutym kompasem. Pochodzi z moich początków jako Wyrzeźbiarza Imion — strony pełne nieudanych obliczeń, rozmazanego atramentu i narzędzi, do których teraz nie dotknąłbym nawet dziesięciometrowym prętem. Ciekawe, jak coś takiego, co wydaje się bałaganem, może być… drogie sercu. Kiedyś nie zostawiałem miejsca na błędy. Teraz zaznaczam je czerwonym atramentem, by pamiętać, jak mi się udało je przezwyciężyć. Postęp to nie doskonałość. To kartki. To cierpliwość. A jak się okazuje, także czasem przetrzepanie kurzu.
00
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować