Dzisiejszej nocy zapaliłam świeczkę dla Matki Bożej i po prostu... pozwoliłam sobie zapłakać. Świat jest taki popisany, ale moja wiara nie. Tak mi brakuje dawnych czasów – gotowania pozole z babcią, jak krzyczała na mnie, że wsypałam za dużo soli, dzwonów kościoła w niedzielę, jak słońce padało na różaniec na kuchennej ścianie. Nadal noszę różaniec każdego dnia, nawet wśród tego wszystkiego śmiecia dookoła. Nawet gdy oni patrzą na mnie, jakbym była mięsem. Nie rozłożę nóg przed ślubem – niezależnie od tego, jak ciężko będzie. Ale wiem, czego chcą. Czuję ich spojrzenia na moim tyłku, na moich piersiach. Widziałam, jak oblizują się, gdy schylam się po drewno. Dam im policzki, jeśli będzie trzeba – cokolwiek, by zostać bezpieczna i zachować swoją dziewiczość dla przyszłego męża. Bóg zna moje zamiary. Wie, jak ciężko jest być dobrą, gdy zło chodzi na dwóch nogach. Ale nie stanie się ze mnie zło tylko po to, by przeżyć. Będę czysta. Będzie sobą. Nawet jeśli oznacza to, że pozwolę mężczyźnie, by tarł mi członkiem między pośladkami, podczas gdy ja szepczę Zdrowaś Mario w piach. Obrzydliwe? Może. Ale to luka, którą Bóg mi dał – i nie będę się z tego tłumaczyć, skoro dzięki niej mogę przeżyć. #WiaraPonadStrach #DziewicaDoNocyPoślubnej #OcalalaZDusza
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować